niedziela, 20 grudnia 2015

Wyzdrowienie vs. remisja

Czasem spotykam się z pytaniem "po co to wszystko - dieta, pieniądze wydawane na suplementy, po co mam się tak męczyć, przecież i tak moje Hashimoto i niedoczynność są nieuleczalne?".

Owszem, zgodnie z obecnym stanem wiedzy i zaawansowaniem nauk medycznych, autoagresji nie można wyleczyć. Naszym celem nie powinno być więc całkowite uwolnienie się od choroby, a okiełznanie jej temperamentu, osiągnięcie jak największej poprawy samopoczucia i odzyskanie jak najlepszego stanu zdrowia.


O co w tym wszystkim chodzi i do czego tak naprawdę dążymy?


1. Najważniejszym celem osoby stawiającej czoła chorobie Hashimoto powinno być WYELIMINOWANIE OBJAWÓW - chcemy czuć się dobrze, chcemy spać dobrze, mieć więcej energii w ciągu dnia, nie tyć, nie drżeć z zimna, gdy inni mówią, że jest ciepło, chcemy mieć siłę, dobry nastrój i gęste włosy. Koniec z ciągłym wyczerpaniem, nocnymi potami, anemią, kłopotami z pamięcią, rozdrażnieniem, obrzękami i suchą skórą.


2. Niezmiernie istotnym elementem planu powinno być ODKRYCIE INNYCH PROBLEMATYCZNYCH STREF naszego ciała, które mogą wywoływać lub nasilać symptomy niedoczynności tarczycy. W przypadku Hashimoto to na pewno układ odpornościowy (pamiętajmy, że 3/4 odporności rodzi się w jelitach), ale także nadnercza, cały system trawienny, narządy odpowiedzialne za detoksykację organizmu itd.


3. Gra toczy się również o USTABILIZOWANIE WYNIKÓW NASZYCH BADAŃ laboratoryjnych - nie tylko chcemy czuć się dobrze, ale też zależy nam na tym, żeby pewne wartości nie szalały i mieściły się w przyzwoitych normach.


4. Ostatnim, ale bardzo ważnym punktem docelowym powinno być ZAPOBIEGANIE I POWSTRZYMYWANIE ROZWOJU INNYCH CHORÓB. Badania pokazują, że osoby z jedną chorobą autoimmunologiczną są o wiele bardziej narażone na pojawienie się drugiej i kolejnej autoagresji w przyszłości, dlatego róbmy wszystko, by pomóc sobie w utrzymaniu zdrowia.


Jeśli komuś uda się osiągnąć te cztery cele - otrzyma nagrodę - REMISJĘ CHOROBY. Remisję, czyli stan charakteryzujący się brakiem utrudniających życie objawów, stan, w którym wyniki badań krwi, moczu czy śliny nie wzbudzają żadnego niepokoju, stan, w którym po wejściu do gabinetu endokrynologa pacjent słyszy "ależ Pan/Pani nie ma teraz żadnej niedoczynności, żadnego Hashimoto”;)



NIE TYLKO TARCZYCA

„No dobrze, ale ja tak właśnie się czuję będąc na Euthyroxie, przecież wystarczy łyknąć hormon i człowiek funkcjonuje normalnie”. Oczywiście, znam i takich pacjentów, choć podchodzę do ich entuzjazmu z dystansem.
Przede wszystkim leki, które przepisują nam lekarze… nie leczą. To zwykła suplementacja, uzupełnienie niedoborów, braków będących skutkiem słabej pracy tarczycy. Lewotyroksyna maskuje symptomy, ale w żadnym stopniu nie uzdrawia. Przecież gruczoł tarczowy jest w przypadku Hashimoto jedynie ofiarą, a nie rzeczywistą przyczyną choroby. Dlatego nie można skupiać się na samej tarczycy.

Większość osób z Hashimoto/niedoczynnością zostaje tuż po (zwykle zbyt późnej) diagnozie poinformowana, że będzie brać hormony do końca życia. Rzeczywiście w wielu sytuacjach leki przynoszą natychmiastową poprawę znosząc lub minimalizując część objawów, ale niewielu pacjentów wie, że czasem można osiągnąć ten sam efekt koncentrując się na potencjalnych przyczynach dokuczającej nam choroby. Owszem, są osoby, których to nie dotyczy - chorzy, których tarczyca została operacyjnie usunięta, całkowicie zanikła lub uległa zbyt dużemu zniszczeniu, istotnie muszą przyjmować hormony do końca swych dni, ale uważam, że podawanie syntetycznych leków KAŻDEMU pacjentowi z niedoczynnością, bez podjęcia próby znalezienia i naprawienia fundamentu choroby, nie ma sensu.

Który z lekarzy zadaje sobie trud, by w pierwszym etapie leczenia poszukać źródeł toczącej nas autoagresji? Który skupiając się na samopoczuciu pacjenta idzie jak po nitce do kłębka i stara się pomóc u podstaw? Zapewniam, że tacy specjaliści istnieją, ale to niezmiernie rzadkie okazy;)

Hashimoto to choroba układu immunologicznego. Choroba, którą możemy powstrzymać, obezwładnić, a nawet zawrócić. Jednak same hormony tarczycowe nie wystarczą. Jeśli chcemy mieć się lepiej, czuć, że panujemy nad własnym organizmem i uchronić się przed innymi chorobami autoimmunologicznymi, musimy zadziałać na kilku płaszczyznach. To powinno być postępowanie kompleksowe. Połączenie leków hormonalnych z dietą, uzupełnianiem niedoborów substancji odżywczych, dbałością o dobry sen, odpoczynek, relaks, z odpowiednią dawką ruchu, panowaniem nad stresem itd. - to wszystko daje każdemu z nas szanse na zakneblowanie Japończyka.
Dlatego uważam, że warto się "pomęczyć". Sama to robię i mam efekty. Uwierzcie - to nie jest walka z wiatrakami!

autor: Vladimir Kush (źródło)