środa, 14 października 2015

Co z tym Hashimoto?

Często pytacie mnie, co zrobić z "tym Hashimoto", od czego zacząć, czy naprawdę trzeba być na AŻ TAK restrykcyjnej diecie, by poczuć się lepiej, czy musicie całkowicie odrzucić gluten, nabiał, psianki, Waszą kawusię i inne smakołyki, czy istnieje jakaś stała lista zaleceń dla pacjentów z Hashi, jakaś gotowa recepta, której realizacja pozwoli Wam osiągnąć stan remisji?
Moje odpowiedzi na takie pytania brzmią zwykle pozornie wymijająco i z pewnością wielu rozczarowują: lepiej tak, nie wiem, nie istnieje, to zależy...
I rzeczywiście zależy. I to od wielu rzeczy, bo każdy z nas jest inny, każdy ma inne geny, własną historię choroby, inny zestaw objawów, inne wyniki badań, inne problemy, z którymi się mierzy w życiu osobistym i inne czynniki nasilające procesy autoagresji. 

Nie ma jednej, uniwersalnej recepty na obezwładnienie Hashimoto.  

Żaden lekarz, żaden dietetyk, doradca nie zna nas tak dobrze, jak MY SAMI. Nikt nie spędza z nami tak dużo czasu, jak MY SAMI. Pamiętajcie, objawy są jak wołanie organizmu o pomoc. Kto nam pomoże, jeśli nie MY SAMI?

Zastanówcie się nad swoja historią, nad tym, co w przeszłości mogło wpłynąć na Wasz obecny stan (czynniki genetyczne, przebyte choroby, trudne dzieciństwo, kontakt z substancjami drażniącymi, alergie, stresujący styl życia itp.).
Pomyślcie później o tym, jak czujecie się dzisiaj, w jakiej formie jest Wasz układ pokarmowy, hormonalny, nerwowy, ile macie energii, co z Waszą odpornością, emocjami, stanami zapalnymi i dolegliwościami pozornie niezwiązanymi z chorobą autoimmunologiczną.
Wreszcie pochylcie się nad tym, jak żyjecie - jak wygląda Wasz sen, odżywianie, po zjedzeniu czego czujecie się gorzej, czy znajdujecie czas na relaks, jak sobie radzicie ze stresem, czy dbacie o ruch oraz o relacje z bliskimi.



Dobrze to wszystko spisać, bo z tak zebraną bazą danych, będzie Wam łatwiej szukać odpowiednich rozwiązań.
Powtarzam: każdy z nas jest inny, każdy wymaga innego podejścia i planu.
Jeśli chodzi o mnie, to uczę się i uzupełniam swoje "notatki" niemal każdego dnia. Myślę, że dzięki temu jestem dziś w naprawdę dobrej formie. Jedni nazywają to remisją, inni nie (bo wciąż suplementuję hormony), ale mój stan zapalny został przygaszony - czuję się świetnie, mam dużo energii, przeciwciała spadły, a USG tarczycy wygląda znacznie lepiej niż rok temu. 
Postawiłam się chorobie całą sobą. Postanowiłam zrobić wszystko, co mogę, by ją obezwładnić. Lista eksperymentów i zmian, które wprowadziłam do swojego życia jest bardzo długa, ale efekty są zadowalające! Kiedy unormowałam poziomy hormonów tarczycy, wiele rzeczy w moim organizmie zaczęło się poprawiać, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Tak było na przykład z kortyzolem. Ostatni wynik badania dobowego rytmu ze śliny okazał się tak zaskakująco dobry, że prosiłam laboratorium o powtórzenie testu. Jakieś 8 miesięcy temu moje nadnercza błagały o litość i wytchnienie, a dzisiaj... "poziom kortyzolu w ciągu dnia mieści się w zakresie referencyjnym". 
Gdybym miała opisać dokładnie, co zrobiłam dla Hashi przez ostatni rok, musiałabym wydać książkę, ale wiem, że nie wymigam się od napisania tu i teraz chociaż kilku zdań:)

• Pierwszym i najważniejszym punktem na mojej liście zadań była naprawa układu trawiennego. 

Zaczęłam od testu ImuPro300, którego wynik był całkowitym zaskoczeniem. Na 267 badanych antygenów pokarmowych wyszła mi nadwrażliwość na zaledwie trzy: lucernę sierpowatą, orzechy brazylijskie i wanilię - wszystko w najmniejszym stopniu. Zamiast się cieszyć, rozczarowana zapytałam samą siebie: tylko tyle?!:)
Mimo doskonałego alibi postanowiłam przeprowadzić eksperyment i wykluczyć z jadłospisu to, co podrażnia, uwrażliwia i nasila moje dolegliwości jelitowo-żołądkowe. Początkowo zrezygnowałam z glutenu, nabiału, cukru, soi i orzeszków ziemnych. Szerokim łukiem omijałam przetworzone produkty w kolorowych, plastikowych opakowaniach z przekreślonym kłosem. 
Nieco później do listy zakazanych produktów dopisałam pozostałe strączki, kukurydzę, ryż, przemysłowe tłuszcze oraz większość roślin psiankowatych (zostawiłam sobie ukochane pomidory). Efekty były rewelacyjne! W ciągu pierwszych trzech miesięcy przeciwciała aTPO spadły z poziomu >1300 do 82. Czułam się znacznie lepiej. Ustąpiły wszystkie dotychczasowe dolegliwości jelitowe - wzdęcia, bóle, bulgotanie i przelewanie w brzuchu. Miałam zdecydowanie więcej energii, zaczęłam czytać ze zrozumieniem, schudłam 4 kilo i uśmiechałam się częściej:) 
Jednak wciąż nie było idealnie... Moją wielką bolączką od zawsze jest trądzik, który mimo tak restrykcyjnych ograniczeń, nie ustąpił. Apetyt na zdrowie rósł, dlatego postanowiłam sięgnąć po broń ciężką i po sześciu miesiącach rozpoczęłam protokół autoimmunologiczny. AIP wprowadził w moje i tak już smutne życie, dodatkowe zakazy: żadnych ziaren/zbóż, koniec z pomidorami, jajkami, orzechami, wieloma przyprawami, czekoladą, KAWĄ, a nawet herbatą... 
Wytrzymałam dwanaście tygodni, podczas których pochłaniałam tony warzyw, sporo mięsa (bardzo ważna ważna jest jego jakość), zdrowe tłuszcze (awokado, oliwa, olej kokosowy, masło, ghee) i owoce (te musiałam ograniczać ze względu na skoki insuliny). 
Żadnych wędzonek i puszek, żadnych konserwantów, słodzików, polepszaczy smaków, barw, aromatów, zero alkoholu i... niepotrzebnych leków (odstawiłam również pasty do zębów z fluorem i wszystkie toksyczne kosmetyki, ale to już temat na inny post). 
Zakwaszałam żołądek, piłam rosół gotowany na kościach, olej z ostropestu, ogórecznika lub wiesiołka, polowałam na zdrowe mięso, zaczęłam jeść więcej podrobów, kiszonek, zmuszałam się do małych rybek w całości (wapń), odkryłam bataty, plantany, topinambur i świeżą kurkumę. 
Nie było lekko:) Co gorsza, nie zauważyłam poprawy cery... Najwyraźniej źródło tego problemu nie zostało jeszcze przeze mnie odkryte, choć trop z całą pewnością mam.
Obecnie jem już niemal normalnie. To "normalnie" oznacza w moim przypadku całkowitą i prawdopodobnie dożywotnią rezygnację z glutenu, mleka krowiego, kukurydzy, soi i szkodliwych tłuszczów. Ograniczeń jest oczywiście więcej, ale nie są one aż tak restrykcyjne. Wróciłam do spożywania jajek, wprowadziłam gorzką czekoladę, miód, raz na jakiś czas pozwalam sobie na dojrzałego pomidora, nie rezygnuje z zupy, w której pływają ziemniaki i z sałatki z dodatkiem komosy ryżowej:) Od kwietnia nie piję kawy i zupełnie za nią nie tęsknię. Skupiam się na tym, by to co jem, było jak najmniej przetworzone i jak najmniej zanieczyszczone. Czasem grzeszę, głównie na słodko, ale szybko biorę się w garść i wracam na dobrą drogę. Staram się jeść czysto, naturalnie. Warzywa i owoce kupuję na bazarze, mięso, jaja w sklepach ekologicznych i od zaprzyjaźnionego rolnika. Zapomniałam o tradycyjnym podziale na śniadanie, obiad i kolację. Rano zjadam trochę białka (mięso, ryba z poprzedniego dnia) i warzywa. Obsesyjnie czytam etykiety i uzupełniam niedobory substancji odżywczych. 

• Sporo uwagi poświęciłam swojej wątrobie - odstawiłam wszystkie nadużywane przez lata leki, a wierzcie mi było tego sporo. Stosuję ostropest plamisty (najczęściej olej lub preparaty z sylimaryną). Wciąż nie jest idealnie, ale detoks trwa.

• Każdego dnia łykam garść suplementów. Od pięciu miesięcy przyjmuję naturalny ekstrakt ze świńskiej tarczycy. Podciągnęłam poziom witaminy D3 z 27 do 59 ng/ml, ferrytyny z 48 do 68 ng/ml i wciąż się wspinam:) Zakwaszam żołądek, wspomagam kulawą metylację, biorę adaptogeny i Naltrexon w niskich dawkach...

• Niezmiernie ważnym wyzwaniem była dla mnie praca nad lepszym, bardziej wartościowym snem. Udało się. Ja, która od piętnastu lat cierpiałam z powodu bezsenności, zasypiam dziś bez problemu i śpię zwykle 7-8 godzin (owszem wybudzam się, jak dawniej, ale już po minucie, dwóch znowu wracam w krainę marzeń;)). To mój wielki sukces!

• Wciąż studiuję panowanie nad stresem. Jak go unikać, jak zmniejszać, jak nie generować chronicznego napięcia, jak radzić sobie w sytuacjach niepotrzebnie podnoszących poziomy hormonów "walcz-lub-uciekaj"? Przyznaję, że na tym polu, mam jeszcze sporo do zrobienia;)

• Moją pietą achillesową jest aktywność fizyczna, za którą nigdy nie przepadałam oraz... spędzanie zbyt wielu godzin przed ekranem komputera. Wiem, że MUSZĘ to zmienić, tylko jeszcze nie mam pomysłu jak. Może biurko z bieżnią?;)



Wymieniłam zaledwie kilka punktów swojego programu naprawczego. Efekty? Dzisiaj moje przeciwciała mieszczą się w normie laboratoryjnej, tarczyca jest mniej przekrwiona, ba! większa niż rok temu (błąd pomiaru?:)), czuję się bardzo dobrze, sypiam spokojnie, nie mam potrzeby drzemki w ciągu dnia, poprawiła mi się pamięć, koncentracja i parametry krwi. Wydaje się, że znalazłam SWÓJ sposób na SWOJE Hashi. 
Czy to znaczy, że sprawdzi się on u każdego z Was? Wątpię. Oczywiście pewne zalecenia są uniwersalne i pomogą wielu osobom, ale w przypadku autoagresji nie można liczyć na sukces bez umiejętności wsłuchiwania się we własne ciało. Każdy, kto oczekuje poprawy, powinien popracować nad własną strategią. Każdy ma inną florę bakteryjną, inne problemy trawienne i nietolerancje pokarmowe. Każdy wymaga indywidualnego podejścia dietetycznego i każdy powinien mieć swój własny program stawiania oporu chorobie. A ponieważ medycyna konwencjonalna jest jak dotąd bezradna w leczeniu chorób autoimmunologicznych, każdy z nas powinien szukać swojej drogi ku lepszemu samopoczuciu i poprawie jakości własnego życia. Dlatego uważam, że najważniejsze, co możemy dziś dla siebie zrobić, to rozwijać swoją "wewnętrzną mądrość", zbierać informacje, obserwować się i trafnie wyciągać wnioski z sygnałów, które wysyła nasze ciało. 
Protokół autoimmunologiczny to tylko jedna z możliwych dróg. Tak naprawdę istnieje kilka diet, które przynoszą świetne efekty w przypadku zapalenia tarczycy typu Hashimoto. W zależności od sytuacji bardzo dobrze sprawdzają się: dieta bezglutenowa (po prostu - u wielu pacjentów, by osiągnąć satysfakcjonującą poprawę wystarczy odstawić sam gluten), dieta eliminacyjna dostosowana do konkretnych nietolerancji, diety SCD, GAPS, paleo, dieta fundacji Weston A. Price, Body Ecology (Ekologia ciała Donny Gates) czy też wspomniany wcześniej protokół autoimmunologiczny - AIP.
Jak widać, jest z czego wybierać, ale musimy pamiętać, że każda z tych diet wymaga dostosowania do naszej sytuacji, oczekiwań, możliwości i stanu. Żadna z nich nie jest też propozycją ostateczną, czyli dietą, na której musimy być do końca życia. Jeśli wszystko potoczy się tak, jak powinno, jeśli będziemy realizować plan, czuć się coraz lepiej, jeśli zwalczymy różne infekcje (pasożyty, grzyby, wirusy), uporządkujemy mikrobiotę, uszczelnimy jelita i choroba zacznie odpuszczać - powinniśmy modyfikować, rozszerzać oraz urozmaicać nasz jadłospis. 
Zalecane diety to jedynie punkt wyjścia, baza podstawowej wiedzy, z której wyruszymy, by odnaleźć drogę idealną akurat dla nas. Dlatego nie stójmy w miejscu. Trzymam kciuki za Wasze zmiany. Zobaczycie, że może i musi być lepiej!  

P.S. Wiem, że interesuje Was moja suplementacja, ale podkreślam po raz kolejny - to, co działa dobrze na mnie, nie musi wcale być potrzebne Wam. Nie jestem zwolenniczką podawania suplementów w ciemno. Uzupełnianie niedoborów jest sprawa bardzo indywidualna i powinno opierać się na wynikach badań konkretnego pacjenta.

12 komentarzy:

  1. Jakie adoptogeny bierzesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rhodiola rosea rano. Ashwagandha i tulsi wieczorem.

      Usuń
  2. Tylko wiedz, ze wynikami kortyzolu ze sliny w normie, nie ma sie co ekscytowacac, bo jest niemiarodajny tzn nie pokazuje faktycznego go stanu rzeczy. Imupro rowniez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem:) wiem tez, ze jest lepiej po samopoczuciu i jakosci snu.

      Usuń
    2. ImuPro w moim przypadku calkowicie sie nie sprawdzil.

      Usuń
  3. Jak dobierać suplementację? Analiza Pierwiastkowa Włosa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesc suplementacji na podstawie badan z surowicy np. 25(OH)D3, czesc niestety intuicyjnie (np. selen, ktorego poziom zbadalam tylko raz). Analiza pierwiastkowa wlosa zrobiona w "dobrym" miejscu jest w porzadku. Niestety znam przypadki, ze wyniki analizy wlosa tej samej osoby z dwoch labow bardzo sie roznily.

      Usuń
  4. W jaki sposób poradziłas sobie z bezsennością?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze to byl efekt wielu dzialan, ale najwieksza zasluge w tym temacie przypisuje wprowadzeniu protokolu LDN.

      Usuń
  5. Dzień dobry! Wspaniały blog, czytam od środka nocy, bo ze spaniem słabo :) Tym razem mam pytanie dotyczące zakwaszania żołądka. Jak można w łagodny sposób przywrócić jego kwasowość? Od razu zaznaczę, że ocet jabłkowy i sok z kiszonej kapusty maltretują mój żołądek...mam również uczulenie na pokarmy z dużą zawartością histaminy, wszelkie fermentowane / kiszone produkty czynią zło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. super blog, skarbnica wiedzy :) www.adriana-style.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam, jeśli masz problem z trądzikiem bardzo polecam srebro koloidalne! Tez miałam z tym duży problem, ale bardzo się wyczyściła skóra twarzy po nim, wystarczy nalać trochę na wacik i wcierać przez 3 min przed snem. Pozdrawiam, Pat

    OdpowiedzUsuń

Spostrzeżenia, uwagi, sugestie? Zapraszam do rozmowy.