wtorek, 13 stycznia 2015

Autoimmunologia - słowo, którego nie ma w słowniku


Medycyna konwencjonalna wciąż nie traktuje chorób autoimmunologicznych jako odrębnej grupy, której należałoby się więcej uwagi. Jak wiesz, nie ma specjalizacji lekarskiej o nazwie AUTOIMMUNOLOGIA. I chociaż liczba zdiagnozowanych osób rośnie z roku na rok w zatrważającym tempie, chociaż znanych jest już ponad 90 chorób z autoagresji, takich jak stwardnienie rozsiane, reumatoidalne zapalenie stawów, cukrzyca typu 1, toczeń, łuszczyca czy Hashimoto, nadal są one rozpoznawane i leczone jako schorzenia poszczególnych organów. 


I tak naprawdę, niby jesteś świadomy, że masz chorobę, w której system odpornościowy organizmu atakuje przez pomyłkę własną zdrową tkankę, ale idziesz do specjalisty skupionego na konkretnym, najbardziej poszkodowanym narządzie/systemie - do reumatologa przy reumatoidalnym zapaleniu stawów, do endokrynologa przy Hashimoto, gastroenterologa przy celiakii, wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego, chorobie Crohna czy dermatologa w przypadku łuszczycy.


Aż strach pomyśleć, co przechodzą pechowcy z dwoma lub trzema chorobami autoimmunologicznymi? Ilu różnych specjalistów odwiedzili, zanim w ogóle usłyszeli diagnozę? Jak godzą ich zalecenia?



W medycynie konwencjonalnej wciąż panuje przekonanie, że skoro pacjent już ma chorobę autoimmunologiczną, która jest - póki co - nieuleczalna, nie można zrobić dla niego nic, poza tłumieniem towarzyszących jej objawów. 
To tłumienie objawów polega zazwyczaj na podawaniu silnych i szkodliwych leków hamujących aktywność układu odpornościowego. A ponieważ w przypadku Hashimoto nie ma takiej potrzeby, objawy są najczęściej po prostu ignorowane. 
Cudownego lekarstwa na choroby autoimmunologiczne nie ma. Z tym jestem pogodzona, ale marzę o spotkaniu na swojej drodze praktyka - lekarza, dietetyka, znachora, szamana  - który popatrzy na moje ciało jako całość, który połączy kropki i stworzy z nich jeden obraz, który zamiast tłumić objawy, skupi się na odnalezieniu i likwidowaniu elementów leżących u źródła szaleństwa mojej odporności.

A przecież znane są już bardzo ważne czynniki wspólne dla rozwoju wszystkich chorób autoimmunologicznych:

1. Nietolerancja glutenu.
Badania potwierdziły jego związek z ponad 55 chorobami. Wiadomo, że niszcząc jelita, wywołuje objawy nie zawsze typowo trawienne, a często neurologiczne, takie jak ból (także migreny!), zaburzenia funkcji poznawczych, kłopoty ze snem, zmęczenie, depresja i wiele innych, które wcale nie kojarzą się z układem pokarmowym. 
Szybka rada: usuń z diety gluten (lub idź dalej i wykreśl z jadłospisu wszystkie ziarna i rośliny strączkowe:)). Zmiana diety jest pierwszym krokiem w stronę dobrego samopoczucia!

2. Nieszczelne jelito.
Gluten, infekcje, leki, stres i inne czynniki drażniące mogą uszkadzać błonę śluzową jelit, która staje się przepuszczalna dla toksyn, cząstek jedzenia oraz innych intruzów wywołujących stany zapalne i reakcje autoimmunologiczne.
Zatroszcz się o jelita, w których rodzi się 80% Twojej odporności! 

3. Toksyny.
Trujące pleśnie (mykotoksyny) i metale ciężkie, takie jak rtęć (plomby amalgamatowe, ryby, otoczenie) sieją spustoszenie w układzie odpornościowym i mają bardzo duży wpływ na rozwój schorzeń autoimmunologicznych.

4. Infekcje.
Naukowcy od dawna podejrzewali, że zakażenia wirusowe, bakteryjne i inne, odgrywają ważną rolę w powstawaniu chorób autoimmunologicznych. I choć nie udało się zidentyfikować konkretnego winowajcy, potwierdzono silny związek między infekcjami a autoagresją.

5. Stres.
Stres, zarówno ten emocjonalny jak i fizyczno-chemiczny (nieodpowiednia dieta, brak snu, choroby, toksyny środowiskowe, za dużo lub zbyt intensywne ćwiczenia) wywołuje i nasila choroby autoimmunologiczne. Stres, jako reakcja organizmu na zagrożenie, zaburza funkcjonowanie układu odpornościowego. Chroniczny stres prowadzi do przewlekłych stanów zapalnych, które przyczyniają się do autoagresji. A kiedy autoagresja jest już faktem, dodatkowo nakręca spiralę stresu. Błędne koło...
Ćwicz, medytuj, maluj obrazy, rób cokolwiek, co Cie wyciszy. Jeśli nie masz czasu/nie umiesz - usiądź na 10 min z kubkiem ziołowej herbaty, wyłącz się, zrelaksuj i praktykuj jogę ciepłego picia;)

Dlaczego tak niewielu lekarzy o tym mówi?
Dopóki nie spotkam swojego wymarzonego doktora, mam zamiar drążyć, przekopywać (może w końcu na coś się przyda mój stary dyplom z archeologii;)), testować i głośno trąbić TU i TU o tym, jak możemy sobie pomóc sami. 
Bez łaski!;)

2 komentarze:

  1. Witaj Sylwio. Mam na imię Ewa i jestem zarówno lekarzem, jak i trenerem. O Twoim blogu powiedziała mi przyjaciółka - też lekarz i trener. Obie coraz częściej spotykamy się w naszej praktyce zawodowej z problemem chorych, którzy nie są traktowani holistycznie i same coraz bardziej dostrzegamy potrzebę wdrożenia takiej opieki. Piszesz bardzo dużo mądrych rzeczy i wiele z nich jest już potwierdzone badaniami klinicznymi, co w dzisiejszych czasach, jak wiadomo jest podstawą. Potrzeba "tylko" zmiany podejścia systemowego. Tutaj będziemy działać my :) ale myślę, że to musi nastąpić zmiana pokoleniowa.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia w krzewieniu wiedzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jak sie ciesze! Musi nadejsc nowe;) Ewa, dziekuje i serdecznie pozdrawiam! :*

      Usuń

Spostrzeżenia, uwagi, sugestie? Zapraszam do rozmowy.