wtorek, 6 stycznia 2015

Jak walczyć ze zmęczeniem, gdy tarczyca słaba?

Czy jesteś przez większość czasu zmęczony, wypompowany i śpiący? Ja też;) Ale nie martwmy się - odzyskanie energii jest możliwe i z całą pewnością powinniśmy o nie zawalczyć.

Większość z nas doskonale wie, że wyczerpanie jest jednym z najczęstszych, klasycznych wręcz, objawów niedoczynności tarczycy. Większość z nas wie o tym ZDECYDOWANIE zbyt dobrze. Być może nie każdy pamięta, jak to było przed chorobą, ale nawet teraz, po kilku miesiącach lub latach leczenia, miewamy przecież takie chwile, gdy  dieta i leki nam służą, a hormony nie szaleją. O ile łatwiejsze wydaje się wtedy życie - mamy więcej siły, chęci, jesteśmy bardziej energiczni i gotowi na stawienie czoła wyzwaniom dnia. O ile prościej odreagować wtedy napięcie i stres, bez sięgania po uspokajające ciastko, kieliszek wina lub chociaż kilkunastominutową drzemkę.





Najważniejsze jest to, by niedoczynność tarczycy była leczona w sposób dla nas optymalny. Co tam wyniki i normy badań! Znam osoby, które rozpadają się na kawałki przy TSH oscylującym wokół 3.0. Znam też takie, które funkcjonują całkiem dobrze, przy TSH na poziomie 8. Pamiętaj, że "normalne" wyniki testów laboratoryjnych nie muszą być wcale optymalne dla Ciebie. Nie obwiniaj się o własne samopoczucie, tylko dlatego, że lekarz powiedział, że to wszystko jest w Twojej głowie, bo hormony masz w normie. 

Co możesz zrobić jeśli mimo dobranego odpowiednio leku i dawki (Biorę lekarstwo na tarczycę, dlaczego wciąż czuję się źle?), mimo ustawienia hormonów na optymalnym dla Ciebie poziomie, nadal czujesz się ciągle zmęczony i niewyspany?

Przedstawię kilka naturalnych sposobów na przezwyciężenie zmęczenia i dodanie sobie energii. 


Proszę, pamiętaj, że to tylko luźne rady, a nie ścisłe zalecenia. Przyjmowanie suplementów to bardzo indywidualna sprawa i - zanim wprowadzisz jakikolwiek nowy lek, zanim cokolwiek zmienisz - poradź się swojego lekarza. 
Każdy z nas jest inny, każdy ma własną historię choroby i każdy musi odnaleźć swoją własną drogę do zdrowia i lepszego samopoczucia.

1. Rozważ przyjmowanie jakiegoś wzmacniającego preparatu witaminowo-mineralnego.
Oczywiście dobrze zbalansowana dieta jest absolutnym wymogiem i podstawą w walce z naszą chorobą, ale nawet najlepsze diety nie dostarczają wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Dlatego zwłaszcza teraz, w okresie jesienno-zimowym, suplementacja multiwitaminowa może być niezłym pomysłem. Zanim jednak zaczniemy coś przyjmować, dobrze byłoby przeanalizować swój jadłospis, preferencje pokarmowe, zapotrzebowanie odżywcze i może zrobić kilka badań, żeby sprawdzić, czy nie mamy niedoborów konkretnych witamin lub minerałów. O witaminie D3, B12 i żelazie napiszę w oddzielnych punktach, tutaj myślałam bardziej o jakimś podstawowym, dobrze zbilansowanym, synergistycznym zestawie uzupełniającym i zapewniającym odpowiedni poziom składników odżywczych. Zwróć uwagę na to, by nie zawierał cukru, skrobi, produktów mlecznych i glutenu. Dobrze, by miał w składzie żelazo, wapń, magnez, cynk, chrom, selen, mangan, witaminy C, D, E, K i z grupy B oraz naturalny beta-karoten. Dobrym rozwiązaniem jest dodatkowe przyjmowanie preparatu z omega-3.

2. Pomyśl o swoich nadnerczach.
W sytuacjach stresowych nasz organizm przekazuje zarządzanie nadnerczom. Te, niewielkie, zlokalizowane na górnym biegunie każdej nerki gruczoły, są dużo ważniejsze niż myślimy. To one pomagają w metabolizmie węglowodanów i tłuszczów, w regulacji glukozy we krwi oraz poprawnym trawieniu. Kiedy nasze ciało działa dobrze, to właśnie nadnercza uwalniają doskonale zbilansowane hormony stresu: adrenalinę, kortyzol i DHEA, które pomagają nam znieść napięcia i wymogi życia codziennego. Jednak gdy stres (nie tylko ten emocjonalny i fizyczny, ale też biochemiczny, którym są np. anemie, niedobory, niestabilny poziom glukozy, stany zapalne lub choroba autoimmunologiczna) trwa zbyt długo, nadnercza nie mają czasu na odpoczynek, są przytłoczone, odmawiają współpracy i przestają produkować odpowiednią ilość niezbędnych hormonów. Zjawisko to nazywamy zmęczeniem nadnerczy.

Jak możesz rozpoznać, czy Twoje nadnercza są zmęczone?
Zacznij od odpowiedzenia sobie na kilka pytań:
- czy jesteś przewlekle zmęczony?
- czy Twój poziom energii spada gwałtownie w środku dnia?
- czy dokucza Ci bezsenność?
- czy po południu odczuwasz bóle głowy lub zmęczenie?
- czy nadmiernie razi Cię jasne światło?
- czy bywasz zmęczony i pobudzony jednocześnie?
- czy kręci Ci się w głowie po gwałtownym podniesieniu z łózka lub krzesła?
- czy zmagasz się z przewlekłym bólem lub fibromialgią?
- czy masz chroniczne bóle głowy lub migreny?
- czy obniżył się Twój popęd seksualny?

Jeśli odpowiesz twierdząco na wiele z nich i podejrzewasz, że możesz mieć problem z nadnerczami, powiedz o tym lekarzowi i nalegaj na odpowiednie badania.
Jeśli chodzi o naturalną pomoc przy niedomagających nadnerczach, polecam dwa zioła: Ashwagandha (nazywana indyjskim żeń-szeniem, przez niektórych ekspertów niepolecana na protokole autoimmunologicznym ze względu na stymulację układ odpornościowego?) i Rhodiola rosea (różaniec górski). To znane od setek lat adaptogeny, czyli leki ziołowe wspomagające odporność organizmu na stresy i przeżycia traumatyczne stosowane w stanach wyczerpania, niepokoju, depresji itp. Niesamowicie pomocne w podnoszeniu poziomu energii. Rhodiola rosea nie tylko wzmacnia siłę ciała, polepsza pracę mózgu, ale też pomaga spalić tłuszcz! Niesamowite jest to, że Ashwagandha i Rhodiola przynoszą równowagę, niezależnie od tego, czy poziom wyjściowy hormonów był zbyt niski, czy też zbyt wysoki. Dzięki połączeniu tych dwóch roślinnych mistrzów zen, możesz sobie pomóc w  regulacji hormonów stresu, zwiększeniu sił witalnych, a nawet w chudnięciu. Pamiętaj jednak o skonsultowaniu tego z lekarzem, zwłaszcza jeśli przyjmujesz inne leki, jesteś w ciąży lub karmisz. Nie wszystkie zioła są dla każdego. Nasze organizmy reagują bardzo różnie na suplementy, więc cokolwiek wprowadzamy, róbmy to stopniowo obserwując własne reakcje.

3. Wysypiaj się.
Na niedosypianie nie ma mocnych. Nikt nie funkcjonuje dobrze, kiedy mało i źle śpi. Naszym celem powinno być 7-9 godzin w ciągu nocy. Postaraj się ustalić swój własny harmonogram snu. Unikaj częstego siedzenia do późna i zasypiania dopiero dobrze po północy. Sen powinien być priorytetem. Jeśli masz ochotę na drzemkę w ciągu dnia i możesz sobie na nią pozwolić, nie opieraj się i zrób to bez poczucia winy. Trochę egoizmu nie zaszkodzi - w końcu jesteś chory, musisz dużo spać;) Temat snu jest dla wielu z nas trudny, ja sama walczę z bezsennością od kilkunastu lat. Zdesperowana próbowałam chyba wszystkiego, łącznie z silnymi lekami na receptę (sic!). I przyznam szczerze, że nadal nie umiem sobie narzucić tego, by być codziennie w łóżku o 22. 

4. Utrzymuj stabilny poziom cukru we krwi.
Prawidłowe funkcjonowanie tarczycy jest uzależnione między innymi od stabilnego, mieszczącego się w normie poziomu cukru we krwi. I odwrotnie - prawidłowy poziom cukru we krwi zależy od harmonijnego funkcjonowania naszej tarczycy.
Jeśli spożywasz zbyt dużo węglowodanów o wysokim indeksie glikemicznym (IG), zmuszasz trzustkę do wydzielania większej ilości insuliny potrzebnej do przeniesienia nadmiaru glukozy z krwi do komórek, gdzie glukoza jest zamieniana w energię. Niestety, po pewnym czasie, komórki tracą zdolność prawidłowej odpowiedzi na insulinę. Tak jakby insulina pukała do drzwi, a komórka nie mogła tego usłyszeć. Zaniepokojona trzustka chcąc wtłoczyć glukozę do komórek, zaczyna pompować jeszcze więcej insuliny, która puka coraz głośniej z coraz mniejszym skutkiem, co ostatecznie wywołuje tak zwaną insulinooporność.
Badania wykazały, że powtarzające się często wyrzuty insuliny typowe dla  insulinooporności, nasilają zapalenie tarczycy, która w efekcie produkuje coraz mniej hormonów. Wysoki poziom insuliny zmniejsza również przetwarzanie hormonu T4 w T3 w  wyniku oporności tkanek wątroby, co skutkuje spowolnieniem metabolizmu.
Zbyt mała ilość cukru we krwi jest również niebezpieczna, dlatego należy dążyć do utrzymywania go na stałym, optymalnym poziomie. 
Zarówno hiperglikemia (przecukrzenie), jak i hipoglikemia (niedocukrzenie) jest zaburzeniem, które osłabia oraz nasila zapalenia jelit, płuc i mózgu, zaburza produkcję hormonów, wyczerpuje nadnercza, zakłóca procesy detoksykacji i ogólnie osłabia metabolizm. Każde z tych negatywnych działań wpływa na tarczycę znacznie ją osłabiając. 
Pamiętaj, że dopóki nie ustabilizujesz poziomu cukru we krwi, cokolwiek będziesz robił, by naprawić swą tarczycę, nie zadziała, a Ty będziesz nadal zmęczony.
Jeśli chorujesz na tarczycę i podejrzewasz, że masz problem z poziomem cukru/insuliny, powinieneś mieć wykonane nie tylko badanie krwi na czczo, ale również specjalne badania zwane krzywą cukrową i krzywą insulinową. Są to testy, w których oznacza się stężenie glukozy i insuliny we krwi na czczo oraz po spożyciu roztworu glukozy (po godzinie i dwóch od obciążenia). Istnieją dowody na to, że stężenie glukozy we krwi po posiłku jest najbardziej precyzyjnym czynnikiem pozwalającym przewidzieć przyszłe komplikacje cukrzycowe i najważniejszym wskaźnikiem (przed badaniem glukozy na czczo i HbA1c - hemoglobiny glikowanej) jakichkolwiek zaburzeń glikemii. 

5. Ruszaj się, ale nie trenuj zbyt intensywnie.
Zachowanie równowagi w naszym ciele, życiu i skomplikowanym świecie jest bardzo ważne. Jest stres i jest relaks, jest jedzenie i spalanie, ćwiczenia i odpoczynek. Wszystkie działania tego typu można podzielić na dwie grupy: reakcje anaboliczne (które budują i potrzebują do tego energii) i kataboliczne (które rozkładają i oddają energię). Upraszczając, można powiedzieć, że katabolizm tworzy energię, którą anabolizm konsumuje. Jeśli katabolizm wyprodukuje więcej energii niż anabolizm jest w stanie zużyć, nadmiar będzie musiał zostać zmagazynowany w postaci tłuszczu albo glikogenu.
Optymalnie byłoby, aby organizm miał równowagę między procesami anabolicznymi i katabolicznymi. Niestety wiele osób, które rozpoczynają walkę o szczuplejszą sylwetkę skupia się na nadmiernym wysiłku fizycznym (ćwiczenia kardio i siłowe) i restrykcyjnej diecie, co sprzyja procesom katabolicznym. Tymczasem jeśli jesteś chory i chronicznie zmęczony powinieneś uprawiać jogę, tai chi, dużo spacerować, jeździć na rowerze, a nie trenować do maratonu. Oczywiście uczono nas przez lata, że to ćwiczenia dają energię, jednak przy niedoczynności tarczycy nadmierne obciążenie fizyczne może być dodatkowo wyczerpujące. W tym wypadku przywracanie równowagi opiera sie na pozwoleniu organizmowi na regenerację i budowę. Powinniśmy więc wspierać swoje ciało w procesach anabolicznych, poprzez zbilansowaną, wartościową dietę oraz odpoczynek (sen) i relaks (redukcja stresu). 
Pamiętaj, że ćwiczenia nie mogą być wykańczające, zbyt intensywne lub za częste, bo jedynym efektem będzie wtedy osłabienie, brak regeneracji i pogłębienie stanu zapalnego. Oczywiście wszyscy jesteśmy różni pod względem wieku, predyspozycji i kondycji, dlatego musisz słuchać własnego ciała i samemu określić, jaki rodzaj aktywności fizycznej będzie dla Ciebie najlepszy. 

6. Sprawdź i uzupełnij witaminę B12.
Witamina B12 jest niezmiernie ważna dla naszego zdrowia. Niezbędna dla energii, wzrostu, tworzenia krwi, syntezy DNA i zdrowego systemu nerwowego. Utrzymuje odpowiedni poziom homocysteiny, której poziom wpływa na choroby serca. 
Choroby autoimmunologiczne, takie jak Hashimoto, są silnie związane z niedoborem B12. Większość źródeł tej witaminy to produkty zwierzęca, dlatego najbardziej narażeni na jej deficyt są wegetarianie i weganie.
Kiedy masz za mało B12 życie codzienne staje się trudniejsze. Jesteś blady, zmęczony, słaby, odczuwasz mrowienie w rekach i nogach, Twoje serce bije szybciej, możesz mieć spuchnięty język, krwawiące dziąsła, skłonność do siniaków, bóle brzucha, trzęsące się ręce, zaburzenia pamięci, zmiany nastroju i depresję.
Najlepiej wykorzystywać dietetyczne źródła witaminy B12, a więc produkty zwierzęce takie jak mięso, podroby, jajka, owoce morza, ryby. Warto wiedzieć, że B12 zawiera kobalt, stąd jej inna nazywa - kobalamina. Kobalamina jest produkowana w organizmach zwierząt i jako jedyna nie może być pozyskana z roślin czy słońca, co nie jest dobra informacją dla wegetarian.
Można oczywiście stosować suplementację w postaci kapsułek lub zastrzyków.
Najlepiej przyswajalną formą jest metylokobalamina, którą znajdziesz w wielu sklepach i aptekach.  

7. Odsłoń swoje oczy. 
Może to nie jest rada na czasie, bo słońca u nas teraz tyle, co kot napłakał, a i w miesiącach letnich nie ma go w Polsce zbyt wiele, ale pamiętaj, że światło słoneczne świecące prosto w oczy jest naturalnym sposobem na podkręcenie i wzmocnienie naszego układu hormonalnego. Twoje oczy mogą być bardziej wrażliwe na słońce niż dawniej, ale postaraj się czasem zdejmować okulary przeciwsłoneczne, mimo iż Cię razi. Nie twierdzę, że masz się męczyć, krzywić i opalać gałki oczne:) Okulary są świetnym wynalazkiem i powinniśmy przez większość czasu mieć je latem na nosie, ale dobrze jest czasem przejść bez nich krótka drogę od samochodu do sklepu, albo "zapomnieć" o nich wychodząc na kilkuminutowy spacer z psem i przyjąć pobudzającą hormony dawkę promieni słonecznych. To nie tylko doda Ci energii, ale poprawi też Twój sen.

8. Sprawdź poziom żelaza i ferrytyny.
Bez żelaza cały organizm cierpi. Niedobór tego mikroelementu sprawia, że do Twoich tkanek dociera mniej tlenu niż powinno. Jeżeli zmęczeniu towarzyszą osłabienie, drażliwość lub niemożność skupienia uwagi, bardzo prawdopodobne,  że masz właśnie za mało Fe. To chyba najczęstszy niedobór odżywczy we współczesnym cywilizowanym świecie, zwłaszcza u kobiet, który charakteryzuje się przede wszystkim bezsilnością, osłabieniem, przybieraniem na wadze oraz niską temperatura ciała. 
Ferrytyna z kolei to białko obecne we wszystkich komórkach organizmu, które magazynuje zapasy żelaza, utrzymując je w dostępnej i nieszkodliwej formie.
Ferrytyna jest potrzebna do transportu żelaza do jąder komórek i odpowiedniego wykorzystania przez nie hormonu T3. Jest ona znacznie lepszym wskaźnikiem tego, ile żelaza tak naprawdę zmagazynowało i może zużyć nasze ciało.

Winowajcami niedoborów żelaza/ferrytyny mogą być: dieta uboga w pokarmy z wysoką zawartością Fe, zbyt mała ilość kwasu solnego, ciąża, obfite miesiączki lub problemy z przyswajaniem.
Żelazo jest przyswajane głównie w dwunastnicy, czyli górnym odcinku jelita cienkiego. Z różnych powodów - wadliwe działanie kosmków jelitowych, uszkodzona śluzówka, niedostatek dobrych bakterii jelitowych - możemy mieć zaburzenia wchłaniania z przewodu pokarmowego i wtedy żelazo po prostu nie dostaje się do naszego krwiobiegu. Przyswojenie żelaza wymaga obecności kwasu, dlatego osoby przyjmujące leki zobojętniające sok żołądkowy lub uzupełniające wapń mogą mieć zmniejszona absorpcję żelaza. 
Na poziom żelaza mają również wpływ niektóre składniki naszego pożywienia. Na przykład taniny zawarte w herbacie i kawie, białko jaj lub fityniany obecne w orzechach, roślinach strączkowychi ziarnach, mogą hamować przyswajanie tego ważnego mikroelementu.
Większość kobiet potrzebuje jedynie 8 mg żelaza dziennie. To dawka, którą można bez większego problemu dostarczyć z pożywieniem zawierającym żelazo w formie hemowej lub niehemowej. 
Wersja hemowa, pochodząca głównie z produktów zwierzęcych, jest znacznie lepiej absorbowana. Najwięcej żelaza znajdziemy w organach zwierzęcych (podrobach), np. wątrobie, nerkach. Nieco mniej w wołowinie, mięsie indyka, kurczaka i sardynkach (przepraszam wszystkich wegetarian). Niehemowa wersja, znacznie gorzej przyswajalna, występuje w orzechach, fasoli lub szpinaku.
Aby przywrócić właściwy poziom żelaza i ferrytyny możemy spożywać wątróbkę - dwa razy w tygodniu lub wołowinę - nawet kilka razy w tygodniu. Warto przyjmować wtedy witaminę C (w tabletkach lub w formie naturalnej), która ułatwia absorpcję żelaza. Świetną kombinacją na Twoim talerzu będzie więc porcja bogatego w Fe mięsa i gotowanych brokułów. 
Wskazane jest także wspieranie kwaśnego środowiska żołądka enzymami trawiennymi (betainą i pepsyną). 
Jeśli zdecydujesz się przyjmować gotowe preparaty uzupełniające niedobory żelaza (oczywiście pod kontrolą lekarza!) miej na uwadze, że większość z nich zawiera postać niehemową, czyli tę, która nie jest łatwo przyswajalna.
Pamiętaj o ostrożności, ponieważ przy suplementacji może dojść do przedawkowania, które w przypadku żelaza bywa bardzo niebezpieczne. 

9. Nie zapominaj o witaminie D.
Dzisiejsza dieta nie jest bogata w źródła witaminy D. Wiele osób unika produktów takich jak podroby, masło, owoce morza, żółtka jaj i chowa się przed słońcem. Tymczasem niedobór witaminy D jest ściśle związany z występowaniem chorób autoimmunologicznych, w tym Hashimoto. 
U wielu pacjentów powszechne jest występowanie genetycznych problemów z przetwarzaniem witaminy D, nawet gdy poziom we krwi według badania jest odpowiedni. 
Witamina D ma także korzystny wpływ na regulacje wydzielania insuliny oraz stabilizację poziomu glukozy we krwi - jej niedobór może więc przyczyniać się do rozwinięcia insulinooporności (patrz pkt.4).
U osób z chorobą Hashimoto dąży się, aby poziom witaminy D był wyższy niż norma funkcjonalna. Uważam, że badanie określające jej stężenie powinno być w tej grupie obowiązkowe. W przypadku, gdy wynik jest mniejszy niż 35 ng/ml należy rozpocząć suplementację (część preparatów jest na receptę, np. popularne krople Vigantol, sporo dostępnych bez recepty). Najlepiej żeby dawkę określił na podstawie badania lekarz, ale przyjmuje się, że 2000j.m. dziennie może być przyjmowane przez cały rok, bez żadnego zagrożenia. Do tego zaleca się częstsze wystawianie skóry na słońce (zdrowotne 15 minut dziennie). 
Wysoki poziom witaminy D (powyżej 50 ng/ml), mimo że mieści się w normie laboratoryjnej, zwiększa szansę na rozwój choroby serca, zmniejsza gęstość kości, ale mimo to u pacjentów z Hashimoto uważany jest za korzystny (powinni oni jednak wtedy uzupełniać także witaminy A i K2). 

10. Unikaj ksenoestrogenów.
Ksenoestrogeny to związki chemiczne wykazujące zdolność interakcji z naszym układem hormonalnym i modulujące jego właściwości w sposób charakterystyczny dla estrogenów. Chociaż niewidoczne, mogą Cię rozbijać i powodować wielkie zmęczenie, a ponadto mają wpływ na przyrost masy ciała, dominację estrogenów, rozwój nowotworów, zespół policystycznych jajników (PCOS) i ... niedoczynność tarczycy. 
Eksperci twierdzą, że każdego typowego dnia jesteśmy narażeni na ponad 700 ksenoestrogenów znajdujących się np. w paście do zębów, dezodorancie, konserwantach pożywienia, lakierze do malowania wnętrza puszek z żywnością i wielu rodzajach plastiku.
Są to jakby obce estrogeny, które przenikają do naszych komórek z plastikowych butelek wody, pestycydów, herbicydów, fungicydów, plastiku, paliw, spalin samochodowych, chemii używanej w pralni chemicznej, odpadów przemysłowych, mięsa zwierząt (tuczonych estrogenami) i wszystkich środków czystości i produktów osobistych, z których korzystamy każdego dnia. 
Czy wiesz, że wieczka jednorazowych kubków do kawy w znanych i lubianych sieciach kawiarni zawierają bisfenol A (BPA) - organiczny związek chemiczny, który może wywołać wiele chorób? Czy wiesz, że zawiera go też farba do nadruków na paragonach sklepowych? Następnym razem, kiedy będziesz w centrum handlowym, proszę, nie przykrywaj kawy na wynos i nie dotykaj paragonu, niech go wrzucą do torby z zakupami:)


8 komentarzy:

  1. Motylku, tak przykro mi czytać, gdy piszesz, zeby skonsultować to z lekarzem, zapytać lekarza, pradzić się lekarza...kochana, przecież oni nie mają o tym zielonego pojęcia. Zapisuja hormony na podstawie TSH i następny proszę. Bardzo Ci dziękuję za te artykuły. Chociaż mam już trochę lat ( 59 w tym ponad 40 z hashi) też chciałabym mieć trochę więcej energii, trochę zycia w sobie, spojrzec w lustro i zobaczyć twarz, nie maskę... Czasem mówie sobie, ze może w następnym życiu... ale może uda się jeszcze w tym...jesteś moja szansą, łapię się jej jak ostatniej deski ratunku ;)
    Marzena Wilczyńska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ja mam napisac, Marzenko?:) Muszę sie asekurowac, bo lekarzem nie jestem:) Dobry, madry lekarz, to marzenie kazdego chorego i zyczę Ci zebys Go spotkala. Jednak, zanim to sie stanie, ucz sie, obserwuj i dbaj o siebie sama;) Pozdrawiam cieplutko, Sylwia

      Usuń
    2. Na szczęście coraz więcej lekarzy (chyba mam szczęście) wie i zaleca suplementację D3. (Ale to jakby w zeszłym roku takie oświecenie moim przyszło ? - szkolenia jakieś mieli czy co:) ?)

      Natomiast kiepsko nadal z rozpoznaniem samego Hashi, leczę anemię od zawsze, 10 lat temu patrząc wstecz miałam epizod nadczynności i potem TSH (badane raz w życiu) 2,0, więc ten temat olany. Rok temu żyjąc jak zombie pomimo wyleczonej anemii sama doszłam, zanim dotarłam do lekarza POZ miałam już początek "oficjalnej" subklin. niedoczynności - dzięki Bogu! Bo nie wiem czy dostałabym skierowanie do endo - 8 mcy czekania na NFZ,zatem standard wizyta prywatna.
      BARDZO MNIE SMUCI NIEWIEDZA LEKARZY CO DO HASHIMOTO i fakt,że tak wiele osób odbija się w różnych gabinetach cierpiąc, bo TSH w "normie".

      Usuń
  2. Na Hashimoto leczenie się od ponad 15 lat. Chorowalam wcześniej ale nikt nie potrafił mnie zdiagnozować. Jak już się udało to tak jak piszesz skupiała się tylko na poziomach TSH. W końcu znalazłam lekarza który patrzy na cały organizm a nie tylko tarczycę. Zwraca uwagę na wszystkie elementy o których piszesz : dieta, suplementacja ruch. Ja do niego jeżdżę z Gdyni. Jak by ktoś chciał to jest to dr Marek Ślusarski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za ten komentarz. W naszej kobiecej grupie wsparcia na facebooku Efekt Motyla Hashimoto zbieramy polecanych lekarzy, bo tacy ktorzy patrza na pacjenta i jego objawy sa na wage zlota:)

      Usuń
  3. Trzeba zmienić lekarza. Ja tak zrobiłam lata temu. Aby nie "użerać się" z każdym po kolei i płacić za wizytę a wyjść z niczym, najpierw podzwoniłam i upewniłam się, że leczy niedoczynność po objawach a nie po wynikach. Tak trafiłam na sensowną osobę. Ustawienie leków zajęło kilka tygodni i za wszystko płaciłam, ale warto było odzyskać ten poziom energii :) Pierwsza i druga pani dr, twierdziła że chcę wymusić większą dawkę=receptę aby schudnąć, walczyłam o zlecenie badań, udzielenie informacji itp. Wg pań dr miałam się więcej ruszać itada, plus dieta 1000 kcal (taak takie pojęcie mają co niektórzy endokrynolodzy). A ja tam nie poszłam leczyć nadwagi, tego nie zauważałam, moje problemy były większe niż coraz grubsze ciało... chciałam odzyskać siebie, bo spałam non stop, łącznie z głową na biurku jak na Twoim dzisiejszym zdjęciu do wpisu :) tyłam od powietrza, nie rozpoznawałam siebie w lustrze a przede wszystkim swojego zamglonego umysłu. Moje dziecko rosło a ja nie zajmowałam się nim bo spałam (zdarzyło mi się nawet na stojąco zasnąć w autobusie miejskim:) To była dla mnie wegetacja. Wiedziałam jedno, że muszę to o siebie zawalczyć. Walczcie o siebie, warto ;) Pozdrawiam Was Motyle i Ciebie, dużo dobrego robiącą swoją stroną Motylu SON :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Więc jak z tą ashwaghanda? Można czy nie?

    OdpowiedzUsuń
  5. A jaką rhodiole najbardziej polecacie? Byłam na allegro , a tam 158 pozycji. Które wybrać?

    OdpowiedzUsuń

Spostrzeżenia, uwagi, sugestie? Zapraszam do rozmowy.