niedziela, 20 grudnia 2015

Wyzdrowienie vs. remisja

Czasem spotykam się z pytaniem "po co to wszystko - dieta, pieniądze wydawane na suplementy, po co mam się tak męczyć, przecież i tak moje Hashimoto i niedoczynność są nieuleczalne?".

Owszem, zgodnie z obecnym stanem wiedzy i zaawansowaniem nauk medycznych, autoagresji nie można wyleczyć. Naszym celem nie powinno być więc całkowite uwolnienie się od choroby, a okiełznanie jej temperamentu, osiągnięcie jak największej poprawy samopoczucia i odzyskanie jak najlepszego stanu zdrowia.


O co w tym wszystkim chodzi i do czego tak naprawdę dążymy?


1. Najważniejszym celem osoby stawiającej czoła chorobie Hashimoto powinno być WYELIMINOWANIE OBJAWÓW - chcemy czuć się dobrze, chcemy spać dobrze, mieć więcej energii w ciągu dnia, nie tyć, nie drżeć z zimna, gdy inni mówią, że jest ciepło, chcemy mieć siłę, dobry nastrój i gęste włosy. Koniec z ciągłym wyczerpaniem, nocnymi potami, anemią, kłopotami z pamięcią, rozdrażnieniem, obrzękami i suchą skórą.


2. Niezmiernie istotnym elementem planu powinno być ODKRYCIE INNYCH PROBLEMATYCZNYCH STREF naszego ciała, które mogą wywoływać lub nasilać symptomy niedoczynności tarczycy. W przypadku Hashimoto to na pewno układ odpornościowy (pamiętajmy, że 3/4 odporności rodzi się w jelitach), ale także nadnercza, cały system trawienny, narządy odpowiedzialne za detoksykację organizmu itd.


3. Gra toczy się również o USTABILIZOWANIE WYNIKÓW NASZYCH BADAŃ laboratoryjnych - nie tylko chcemy czuć się dobrze, ale też zależy nam na tym, żeby pewne wartości nie szalały i mieściły się w przyzwoitych normach.


4. Ostatnim, ale bardzo ważnym punktem docelowym powinno być ZAPOBIEGANIE I POWSTRZYMYWANIE ROZWOJU INNYCH CHORÓB. Badania pokazują, że osoby z jedną chorobą autoimmunologiczną są o wiele bardziej narażone na pojawienie się drugiej i kolejnej autoagresji w przyszłości, dlatego róbmy wszystko, by pomóc sobie w utrzymaniu zdrowia.


Jeśli komuś uda się osiągnąć te cztery cele - otrzyma nagrodę - REMISJĘ CHOROBY. Remisję, czyli stan charakteryzujący się brakiem utrudniających życie objawów, stan, w którym wyniki badań krwi, moczu czy śliny nie wzbudzają żadnego niepokoju, stan, w którym po wejściu do gabinetu endokrynologa pacjent słyszy "ależ Pan/Pani nie ma teraz żadnej niedoczynności, żadnego Hashimoto”;)



NIE TYLKO TARCZYCA

„No dobrze, ale ja tak właśnie się czuję będąc na Euthyroxie, przecież wystarczy łyknąć hormon i człowiek funkcjonuje normalnie”. Oczywiście, znam i takich pacjentów, choć podchodzę do ich entuzjazmu z dystansem.
Przede wszystkim leki, które przepisują nam lekarze… nie leczą. To zwykła suplementacja, uzupełnienie niedoborów, braków będących skutkiem słabej pracy tarczycy. Lewotyroksyna maskuje symptomy, ale w żadnym stopniu nie uzdrawia. Przecież gruczoł tarczowy jest w przypadku Hashimoto jedynie ofiarą, a nie rzeczywistą przyczyną choroby. Dlatego nie można skupiać się na samej tarczycy.

Większość osób z Hashimoto/niedoczynnością zostaje tuż po (zwykle zbyt późnej) diagnozie poinformowana, że będzie brać hormony do końca życia. Rzeczywiście w wielu sytuacjach leki przynoszą natychmiastową poprawę znosząc lub minimalizując część objawów, ale niewielu pacjentów wie, że czasem można osiągnąć ten sam efekt koncentrując się na potencjalnych przyczynach dokuczającej nam choroby. Owszem, są osoby, których to nie dotyczy - chorzy, których tarczyca została operacyjnie usunięta, całkowicie zanikła lub uległa zbyt dużemu zniszczeniu, istotnie muszą przyjmować hormony do końca swych dni, ale uważam, że podawanie syntetycznych leków KAŻDEMU pacjentowi z niedoczynnością, bez podjęcia próby znalezienia i naprawienia fundamentu choroby, nie ma sensu.

Który z lekarzy zadaje sobie trud, by w pierwszym etapie leczenia poszukać źródeł toczącej nas autoagresji? Który skupiając się na samopoczuciu pacjenta idzie jak po nitce do kłębka i stara się pomóc u podstaw? Zapewniam, że tacy specjaliści istnieją, ale to niezmiernie rzadkie okazy;)

Hashimoto to choroba układu immunologicznego. Choroba, którą możemy powstrzymać, obezwładnić, a nawet zawrócić. Jednak same hormony tarczycowe nie wystarczą. Jeśli chcemy mieć się lepiej, czuć, że panujemy nad własnym organizmem i uchronić się przed innymi chorobami autoimmunologicznymi, musimy zadziałać na kilku płaszczyznach. To powinno być postępowanie kompleksowe. Połączenie leków hormonalnych z dietą, uzupełnianiem niedoborów substancji odżywczych, dbałością o dobry sen, odpoczynek, relaks, z odpowiednią dawką ruchu, panowaniem nad stresem itd. - to wszystko daje każdemu z nas szanse na zakneblowanie Japończyka.
Dlatego uważam, że warto się "pomęczyć". Sama to robię i mam efekty. Uwierzcie - to nie jest walka z wiatrakami!

autor: Vladimir Kush (źródło)

środa, 14 października 2015

Co z tym Hashimoto?

Często pytacie mnie, co zrobić z "tym Hashimoto", od czego zacząć, czy naprawdę trzeba być na AŻ TAK restrykcyjnej diecie, by poczuć się lepiej, czy musicie całkowicie odrzucić gluten, nabiał, psianki, Waszą kawusię i inne smakołyki, czy istnieje jakaś stała lista zaleceń dla pacjentów z Hashi, jakaś gotowa recepta, której realizacja pozwoli Wam osiągnąć stan remisji?
Moje odpowiedzi na takie pytania brzmią zwykle pozornie wymijająco i z pewnością wielu rozczarowują: lepiej tak, nie wiem, nie istnieje, to zależy...
I rzeczywiście zależy. I to od wielu rzeczy, bo każdy z nas jest inny, każdy ma inne geny, własną historię choroby, inny zestaw objawów, inne wyniki badań, inne problemy, z którymi się mierzy w życiu osobistym i inne czynniki nasilające procesy autoagresji. 

Nie ma jednej, uniwersalnej recepty na obezwładnienie Hashimoto.  

Żaden lekarz, żaden dietetyk, doradca nie zna nas tak dobrze, jak MY SAMI. Nikt nie spędza z nami tak dużo czasu, jak MY SAMI. Pamiętajcie, objawy są jak wołanie organizmu o pomoc. Kto nam pomoże, jeśli nie MY SAMI?

Zastanówcie się nad swoja historią, nad tym, co w przeszłości mogło wpłynąć na Wasz obecny stan (czynniki genetyczne, przebyte choroby, trudne dzieciństwo, kontakt z substancjami drażniącymi, alergie, stresujący styl życia itp.).
Pomyślcie później o tym, jak czujecie się dzisiaj, w jakiej formie jest Wasz układ pokarmowy, hormonalny, nerwowy, ile macie energii, co z Waszą odpornością, emocjami, stanami zapalnymi i dolegliwościami pozornie niezwiązanymi z chorobą autoimmunologiczną.
Wreszcie pochylcie się nad tym, jak żyjecie - jak wygląda Wasz sen, odżywianie, po zjedzeniu czego czujecie się gorzej, czy znajdujecie czas na relaks, jak sobie radzicie ze stresem, czy dbacie o ruch oraz o relacje z bliskimi.



Dobrze to wszystko spisać, bo z tak zebraną bazą danych, będzie Wam łatwiej szukać odpowiednich rozwiązań.
Powtarzam: każdy z nas jest inny, każdy wymaga innego podejścia i planu.
Jeśli chodzi o mnie, to uczę się i uzupełniam swoje "notatki" niemal każdego dnia. Myślę, że dzięki temu jestem dziś w naprawdę dobrej formie. Jedni nazywają to remisją, inni nie (bo wciąż suplementuję hormony), ale mój stan zapalny został przygaszony - czuję się świetnie, mam dużo energii, przeciwciała spadły, a USG tarczycy wygląda znacznie lepiej niż rok temu. 
Postawiłam się chorobie całą sobą. Postanowiłam zrobić wszystko, co mogę, by ją obezwładnić. Lista eksperymentów i zmian, które wprowadziłam do swojego życia jest bardzo długa, ale efekty są zadowalające! Kiedy unormowałam poziomy hormonów tarczycy, wiele rzeczy w moim organizmie zaczęło się poprawiać, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Tak było na przykład z kortyzolem. Ostatni wynik badania dobowego rytmu ze śliny okazał się tak zaskakująco dobry, że prosiłam laboratorium o powtórzenie testu. Jakieś 8 miesięcy temu moje nadnercza błagały o litość i wytchnienie, a dzisiaj... "poziom kortyzolu w ciągu dnia mieści się w zakresie referencyjnym". 
Gdybym miała opisać dokładnie, co zrobiłam dla Hashi przez ostatni rok, musiałabym wydać książkę, ale wiem, że nie wymigam się od napisania tu i teraz chociaż kilku zdań:)

• Pierwszym i najważniejszym punktem na mojej liście zadań była naprawa układu trawiennego. 

Zaczęłam od testu ImuPro300, którego wynik był całkowitym zaskoczeniem. Na 267 badanych antygenów pokarmowych wyszła mi nadwrażliwość na zaledwie trzy: lucernę sierpowatą, orzechy brazylijskie i wanilię - wszystko w najmniejszym stopniu. Zamiast się cieszyć, rozczarowana zapytałam samą siebie: tylko tyle?!:)
Mimo doskonałego alibi postanowiłam przeprowadzić eksperyment i wykluczyć z jadłospisu to, co podrażnia, uwrażliwia i nasila moje dolegliwości jelitowo-żołądkowe. Początkowo zrezygnowałam z glutenu, nabiału, cukru, soi i orzeszków ziemnych. Szerokim łukiem omijałam przetworzone produkty w kolorowych, plastikowych opakowaniach z przekreślonym kłosem. 
Nieco później do listy zakazanych produktów dopisałam pozostałe strączki, kukurydzę, ryż, przemysłowe tłuszcze oraz większość roślin psiankowatych (zostawiłam sobie ukochane pomidory). Efekty były rewelacyjne! W ciągu pierwszych trzech miesięcy przeciwciała aTPO spadły z poziomu >1300 do 82. Czułam się znacznie lepiej. Ustąpiły wszystkie dotychczasowe dolegliwości jelitowe - wzdęcia, bóle, bulgotanie i przelewanie w brzuchu. Miałam zdecydowanie więcej energii, zaczęłam czytać ze zrozumieniem, schudłam 4 kilo i uśmiechałam się częściej:) 
Jednak wciąż nie było idealnie... Moją wielką bolączką od zawsze jest trądzik, który mimo tak restrykcyjnych ograniczeń, nie ustąpił. Apetyt na zdrowie rósł, dlatego postanowiłam sięgnąć po broń ciężką i po sześciu miesiącach rozpoczęłam protokół autoimmunologiczny. AIP wprowadził w moje i tak już smutne życie, dodatkowe zakazy: żadnych ziaren/zbóż, koniec z pomidorami, jajkami, orzechami, wieloma przyprawami, czekoladą, KAWĄ, a nawet herbatą... 
Wytrzymałam dwanaście tygodni, podczas których pochłaniałam tony warzyw, sporo mięsa (bardzo ważna ważna jest jego jakość), zdrowe tłuszcze (awokado, oliwa, olej kokosowy, masło, ghee) i owoce (te musiałam ograniczać ze względu na skoki insuliny). 
Żadnych wędzonek i puszek, żadnych konserwantów, słodzików, polepszaczy smaków, barw, aromatów, zero alkoholu i... niepotrzebnych leków (odstawiłam również pasty do zębów z fluorem i wszystkie toksyczne kosmetyki, ale to już temat na inny post). 
Zakwaszałam żołądek, piłam rosół gotowany na kościach, olej z ostropestu, ogórecznika lub wiesiołka, polowałam na zdrowe mięso, zaczęłam jeść więcej podrobów, kiszonek, zmuszałam się do małych rybek w całości (wapń), odkryłam bataty, plantany, topinambur i świeżą kurkumę. 
Nie było lekko:) Co gorsza, nie zauważyłam poprawy cery... Najwyraźniej źródło tego problemu nie zostało jeszcze przeze mnie odkryte, choć trop z całą pewnością mam.
Obecnie jem już niemal normalnie. To "normalnie" oznacza w moim przypadku całkowitą i prawdopodobnie dożywotnią rezygnację z glutenu, mleka krowiego, kukurydzy, soi i szkodliwych tłuszczów. Ograniczeń jest oczywiście więcej, ale nie są one aż tak restrykcyjne. Wróciłam do spożywania jajek, wprowadziłam gorzką czekoladę, miód, raz na jakiś czas pozwalam sobie na dojrzałego pomidora, nie rezygnuje z zupy, w której pływają ziemniaki i z sałatki z dodatkiem komosy ryżowej:) Od kwietnia nie piję kawy i zupełnie za nią nie tęsknię. Skupiam się na tym, by to co jem, było jak najmniej przetworzone i jak najmniej zanieczyszczone. Czasem grzeszę, głównie na słodko, ale szybko biorę się w garść i wracam na dobrą drogę. Staram się jeść czysto, naturalnie. Warzywa i owoce kupuję na bazarze, mięso, jaja w sklepach ekologicznych i od zaprzyjaźnionego rolnika. Zapomniałam o tradycyjnym podziale na śniadanie, obiad i kolację. Rano zjadam trochę białka (mięso, ryba z poprzedniego dnia) i warzywa. Obsesyjnie czytam etykiety i uzupełniam niedobory substancji odżywczych. 

• Sporo uwagi poświęciłam swojej wątrobie - odstawiłam wszystkie nadużywane przez lata leki, a wierzcie mi było tego sporo. Stosuję ostropest plamisty (najczęściej olej lub preparaty z sylimaryną). Wciąż nie jest idealnie, ale detoks trwa.

• Każdego dnia łykam garść suplementów. Od pięciu miesięcy przyjmuję naturalny ekstrakt ze świńskiej tarczycy. Podciągnęłam poziom witaminy D3 z 27 do 59 ng/ml, ferrytyny z 48 do 68 ng/ml i wciąż się wspinam:) Zakwaszam żołądek, wspomagam kulawą metylację, biorę adaptogeny i Naltrexon w niskich dawkach...

• Niezmiernie ważnym wyzwaniem była dla mnie praca nad lepszym, bardziej wartościowym snem. Udało się. Ja, która od piętnastu lat cierpiałam z powodu bezsenności, zasypiam dziś bez problemu i śpię zwykle 7-8 godzin (owszem wybudzam się, jak dawniej, ale już po minucie, dwóch znowu wracam w krainę marzeń;)). To mój wielki sukces!

• Wciąż studiuję panowanie nad stresem. Jak go unikać, jak zmniejszać, jak nie generować chronicznego napięcia, jak radzić sobie w sytuacjach niepotrzebnie podnoszących poziomy hormonów "walcz-lub-uciekaj"? Przyznaję, że na tym polu, mam jeszcze sporo do zrobienia;)

• Moją pietą achillesową jest aktywność fizyczna, za którą nigdy nie przepadałam oraz... spędzanie zbyt wielu godzin przed ekranem komputera. Wiem, że MUSZĘ to zmienić, tylko jeszcze nie mam pomysłu jak. Może biurko z bieżnią?;)



Wymieniłam zaledwie kilka punktów swojego programu naprawczego. Efekty? Dzisiaj moje przeciwciała mieszczą się w normie laboratoryjnej, tarczyca jest mniej przekrwiona, ba! większa niż rok temu (błąd pomiaru?:)), czuję się bardzo dobrze, sypiam spokojnie, nie mam potrzeby drzemki w ciągu dnia, poprawiła mi się pamięć, koncentracja i parametry krwi. Wydaje się, że znalazłam SWÓJ sposób na SWOJE Hashi. 
Czy to znaczy, że sprawdzi się on u każdego z Was? Wątpię. Oczywiście pewne zalecenia są uniwersalne i pomogą wielu osobom, ale w przypadku autoagresji nie można liczyć na sukces bez umiejętności wsłuchiwania się we własne ciało. Każdy, kto oczekuje poprawy, powinien popracować nad własną strategią. Każdy ma inną florę bakteryjną, inne problemy trawienne i nietolerancje pokarmowe. Każdy wymaga indywidualnego podejścia dietetycznego i każdy powinien mieć swój własny program stawiania oporu chorobie. A ponieważ medycyna konwencjonalna jest jak dotąd bezradna w leczeniu chorób autoimmunologicznych, każdy z nas powinien szukać swojej drogi ku lepszemu samopoczuciu i poprawie jakości własnego życia. Dlatego uważam, że najważniejsze, co możemy dziś dla siebie zrobić, to rozwijać swoją "wewnętrzną mądrość", zbierać informacje, obserwować się i trafnie wyciągać wnioski z sygnałów, które wysyła nasze ciało. 
Protokół autoimmunologiczny to tylko jedna z możliwych dróg. Tak naprawdę istnieje kilka diet, które przynoszą świetne efekty w przypadku zapalenia tarczycy typu Hashimoto. W zależności od sytuacji bardzo dobrze sprawdzają się: dieta bezglutenowa (po prostu - u wielu pacjentów, by osiągnąć satysfakcjonującą poprawę wystarczy odstawić sam gluten), dieta eliminacyjna dostosowana do konkretnych nietolerancji, diety SCD, GAPS, paleo, dieta fundacji Weston A. Price, Body Ecology (Ekologia ciała Donny Gates) czy też wspomniany wcześniej protokół autoimmunologiczny - AIP.
Jak widać, jest z czego wybierać, ale musimy pamiętać, że każda z tych diet wymaga dostosowania do naszej sytuacji, oczekiwań, możliwości i stanu. Żadna z nich nie jest też propozycją ostateczną, czyli dietą, na której musimy być do końca życia. Jeśli wszystko potoczy się tak, jak powinno, jeśli będziemy realizować plan, czuć się coraz lepiej, jeśli zwalczymy różne infekcje (pasożyty, grzyby, wirusy), uporządkujemy mikrobiotę, uszczelnimy jelita i choroba zacznie odpuszczać - powinniśmy modyfikować, rozszerzać oraz urozmaicać nasz jadłospis. 
Zalecane diety to jedynie punkt wyjścia, baza podstawowej wiedzy, z której wyruszymy, by odnaleźć drogę idealną akurat dla nas. Dlatego nie stójmy w miejscu. Trzymam kciuki za Wasze zmiany. Zobaczycie, że może i musi być lepiej!  

P.S. Wiem, że interesuje Was moja suplementacja, ale podkreślam po raz kolejny - to, co działa dobrze na mnie, nie musi wcale być potrzebne Wam. Nie jestem zwolenniczką podawania suplementów w ciemno. Uzupełnianie niedoborów jest sprawa bardzo indywidualna i powinno opierać się na wynikach badań konkretnego pacjenta.

niedziela, 17 maja 2015

Doktor Kharrazian o szukaniu przyczyny depresji

Wiele osób prosiło mnie o przetłumaczenie fragmentu rozmowy z doktorem Datisem Kharrazianem, która miała miejsce w marcu tego roku w ramach The Depression Sessions.

(film z przetłumaczonym fragmentem rozmowy został usunięty przez autora, ale wciąż można go zobaczyć na stronie dr Kharraziana: http://brainhealthbook.com)

Dr Kharrazian: Kiedy obserwujemy depresję kliniczną i chcemy się dowiedzieć, jak wygląda mechanizm, który ją wywołuje, zadajemy sobie pytania: „Jakie są objawy towarzyszące? Czy depresji towarzyszy bezsenność? Czy pacjent jest zmęczony? Czy ma mgłę umysłową? Czy odczuwa niepokój?”

Prowadzący: Więc to nigdy nie jest sama depresja?

Dr K: To nigdy nie jest tylko depresja. Wszystkie inne mechanizmy, które pacjenci wymieniają, na które narzekają, pozwalają nam określić prawdziwą przyczynę ich depresji.
Pamiętajmy, że w depresji obszar kory czołowej, zwany zakrętem obręczy (część mózgowia, kory limbicznej – JMH) nie funkcjonuje prawidłowo. Co wywołuje tę dysfunkcję? Dzięki informacjom o objawach towarzyszących możemy dojść do prawdziwej przyczyny depresji.

P: Co, jeśli mamy do czynienia z depresja i bezsennością?

Dr K: Depresja i bezsenność to bardzo, bardzo powszechne połączenie. Kiedy widzimy depresję z bezsennością przede wszystkim pytamy: jakiego typu jest ta bezsenność, czy pacjent ma problem z zasypianiem, czy ze zbyt wczesnym wybudzaniem, a może z jednym i drugim? Najczęstszą przyczyną takiej sytuacji jest to, że pacjenci wpadają w błędne koło. Po pierwsze – nie odpoczywają, przez co mózg nie dostaje szansy, by funkcjonować idealnie. Mechanizm, który powoduje problemy ze snem ma zwykle związek z kortyzolem. Problemy z kortyzolem są związane ze stresem albo z nieprawidłową dietą, np. kiedy poziom cukru we krwi nadmiernie spada w ciągu dnia, kiedy zjemy zbyt dużo węglowodanów itp. 
Kiedy poziom kortyzolu jest wysoki późnym wieczorem, bardzo trudno zasnąć. Kortyzol, który jest hormonem produkowanym przez nadnercza, ma swój rytm dobowy. Poziom kortyzolu powinien być najwyższy rano, po czym zmniejszać się ku wieczorowi. Niektórzy ludzie mają ten cykl zaburzony – tzn. kortyzol jest wysoki przez cały dzień i nie spada pod wieczór – wtedy problemy z zaśnięciem są całkowicie uzasadnione. Takie osoby o 4 nad ranem oglądają telewizję lub przestawiają meble w salonie.
Kortyzol może wywołać depresję. Nasze hormony wpływają na korę czołową i przewlekła ekspozycja na kortyzol może być przyczyną depresji.
Kilka lat temu Harvard opublikował ważne badania, podczas których odkryto, że obszar mózgu zwany hipokampem, który reguluje poziom kortyzolu może ulec zanikowi. Dzieje się tak u wielu osób chorujących na przewlekłą depresję. Wiemy więc, że istnieje związek między kortyzolem a trudnościami z zasypianiem. Najczęstszą przyczyną wysokiego poziomu kortyzolu jest stres -  w naszym życiu dzieje się zbyt wiele, a my się tym denerwujemy. Jednak nie zdajemy sobie sprawy, że możemy uszkodzić swój mózg poprzez długoterminową nadprodukcję kortyzolu.

P: Naprawdę?

Dr K: Tak, można rzeczywiście spowodować atrofię mózgu. Rytm dobowy kortyzolu może zostać na stałe wysoki, a kiedy kortyzol idzie w górę dochodzi o zjawiska zwanego insulinoopornością. Nasze receptory insuliny przestają pracować. Dlatego mimo iż jemy, czujemy coraz większe zmęczenie i pragnienie cukru. Wtedy organizm stara się wyprodukować więcej insuliny, by otrzymać glukozę z pokarmów, które spożywamy. A kiedy mamy wysoką insulinę i wysoki kortyzol – one zaczynają się wzajemnie nakręcać i depresja z bezsennością gotowa.
Ludzie, którzy nie rozumieją tego mechanizmu często myślą „jeśli tylko będę mógł spać, nie dostanę depresji”.
Medycyna naturalna zastosuje w takiej sytuacji zioła uspokajające, magnez, różne substancje na wyciszenie, które pomogą zasnąć, np. kava kava (pieprz metystynowy – JMH) itd.
Model farmakologiczny zignoruje taką postawę i powie: „dajmy pacjentowi środek antydepresyjny, który mu wyłączy mózg i sprawi, że odpłynie”.
W rzeczywistości to w żaden sposób nie przerywa błędnego koła. Jeśli masz depresję i nie możesz zasnąć, pierwszą rzeczą, na którą powinieneś zwrócić uwagę jest poziom kortyzolu. Jeśli jest wysoki, należy stwierdzić, czy wywołuje go wysoka insulina, czy stres. Dopóki tego nie określimy, nie możemy odpowiednio leczyć depresji.

P: Robicie badania kortyzolu ze śliny?

Dr K: Tak, najlepiej określić poziom kortyzolu w ślinie. Próbki zostają pobrane rano, w południe i wieczorem. Wtedy widać, jak kortyzol zachowuje się w ciągu dnia, czy rytm dobowy został zaburzony.

P: Czy przyglądacie się także diecie pacjentów?

Dr K: Tak. Pacjenci głównie skarżą się na zmęczenie i pragnienie cukru po tym, jak zjedzą. „Odpływają” po jedzeniu. To zawsze widać u ludzi, którzy mają wysoki poziom kortyzolu. W badaniach laboratoryjnych obserwujemy, że takie osoby powoli zmierzają w stronę cukrzycy. Jeszcze nie są cukrzykami, ale ich poziom cukru we krwi na czczo zaczyna być podwyższony. 
Jeśli masz depresje i kłopoty z zasypianiem, jeśli pragniesz cukru i ogarnia cię słabość po jedzeniu, możesz być w tym błędnym kręgu. I każde leczenie, które nie weźmie tego pod uwagę będzie chybione.  

P: Jak to leczycie? Jak obniżacie kortyzol? Jak kontrolujecie poziom cukru we krwi? Tylko lepszą dieta?

Dr K: Tak. Czasami ogromną zmianę mogą przynieść rzeczy takie jak przerywany post.

P: Co to jest?

Dr K: To zwykły post tyle, że co drugi dzień. Albo trzeba ograniczyć przyjmowanie pokarmów. To bardzo proste.

P: Czy takie głodówki pomagają uwrażliwić receptory insuliny?

Dr K: Tak. Kiedy pacjenci poddają się przerywanym postom, mogą to zrobić dzisiaj, mogą to robić co drugi dzień, albo po dwóch dniach. Są różne wersje głodówek przerywanych. To sprawia, że receptory stają się bardziej wrażliwe na insulinę. Inną kluczową kwestią jest to, że kiedy nie jedzą, nie czują zmęczenia. Jeśli jedzą i czują po tym zmęczenie – to oznacza, że jedzą zbyt dużo. Muszą to spożycie ograniczyć. Ograniczanie zaczyna się zwykle od cukru i skrobi. Pacjenci eliminują cukier i skrobię i nadal czują zmęczenie, wtedy muszą zmniejszyć wielkość swoich posiłków. Dopóki nie przestaną odczuwać zmęczenia po posiłku, nie złamią tego kręgu insulinowo-kortyzolowego. Poza tym jeśli oczekują, że depresja odejdzie, nie mogą być adwokatami pracującymi po 80 godzin tygodniowo. To się nie zdarzy. Tacy ludzie są zbyt mocno narażeni na stres.

P: Co myślisz o obniżaniu poziomu kortyzolu przy użyciu fosfatydyloseryny (substancja wspomagająca działanie neuroprzekaźników, usprawniająca prace mózgu, poprawiająca koncentracje i zdolność uczenia się, sa badania, że może blokować wytwarzanie kortyzolu – JMH)?

Dr K: Tak, dziękuję za to pytanie. Są pewne substancje, których możemy użyć. Fosfatydyloseryna może być pomocna. Adaptogeny, rhodiola, żeń-szeń, Punarnava (łac. Boerhaavia diffusa). One wszystkie mogą pomóc, ale nie są najważniejsze. Te substancje mogą być uzupełnieniem terapii, ale samo przyjmowanie fosfatydyloseryny nie wyrwie pacjenta z błędnego koła.

P: Zanotowałem sobie jedno zdanie z Twojej książki: „skoki cukru we krwi zmniejszają zdolność LANA do transportu tryptofanu do mózgu”. Porozmawiajmy o tym.

Dr K: Skoro już jesteśmy w temacie cukru we krwi, to naprawdę ważne zagadnienie. Wiemy, że wiele osób w depresji ma neurologiczne zaburzenia i rozchwianie poziomów - czy to serotoniny, czy dopaminy, GABA, acetylocholiny lub czegokolwiek innego. Najczęściej dotyczy to serotoniny i dopaminy. Kłopoty z cukrem we krwi i skoki insuliny, czy to z powodu zbyt długich przerw między posiłkami, czy z przejedzenia – rozregulowują coś co nazywamy transporterem aminokwasów LAT-1 (ang. large amino acid transporter LAT-1 lub LANA).
To utrudnia przenoszenie do mózgu takich substancji jak tryptofan, acetylocysteina (NAC), tyrozyna - czyli prekursorów serotoniny, dopaminy czy epinefryny (adrenaliny). Dlatego sprawdzanie poziomu cukru we krwi w depresji jest bardzo ważne.
Często mamy do czynienia z pacjentami, z niskim poziomem cukru we krwi i słabą pracą nadnerczy. W ich przypadku bezsenność objawia się odwrotnie – nie potrafią spokojnie spać. Ludzie, którzy mają niski poziom cukru wybudzają się w środku nocy, co nasila ich depresję.
Ktoś przychodzi do naszego gabinetu, ma przewlekłą depresję i mówi „Nikt mi nie umie pomóc. Nie wiem, co robić. Próbowałem tych wszystkich aminokwasów, tych różnych rzeczy, które miały mi pomóc w depresji farmakologicznie, naturalnie – i nic.”. Wtedy często widzimy, że taki pacjent ma symptomy niskiego poziomu cukru we krwi. Jest rozchwiany, roztargniony, rozdrażniony między posiłkami. Kiedy je czuje się zdecydowanie lepiej.
Kiedy pacjent ma przewlekłą depresję i nie może spać w nocy, wiemy, że mamy do czynienia z depresją związaną z niskim kortyzolem i niskim poziomem cukru we krwi. To idzie ręka w rękę. Kiedy popatrzymy na rytm kortyzolu, powinien być wysoki rano i niski wieczorem, ale pomiędzy późnym wieczorem a rankiem poziom kortyzolu znowu się podnosi.
Kiedy jesz kolację, jesz białka, tłuszcze, węglowodany i dostarczasz ładunek glukozy, którą twój organizm zużywa w ciągu kolejnych czterech godzin, prawda? Twój mózg zużywa około 1/3 tej glukozy… Kiedy ktoś idzie do łóżka po kolacji – powiedzmy, że zjadł kolację o 18 – to już około 2 w nocy zużył całą glukozę z ostatniego posiłku.

P: I wtedy poziom cukru jest niski?

Dr K: Tak, poziom cukru jest niski. W takiej sytuacji organizm zwykle zaczyna produkować kortyzol, który wywołuje rozpad glikogenu, czyli zmagazynowanej glukozy. Wtedy poziom cukru we krwi podnosi się i podnosi…

P: Tak się dzieje, gdy poziom cukru we krwi jest zbyt niski?

Dr K: Dokładnie.

P: To poważny problem, prawda? Ciało chce sobie pomóc. Mówi: oto, kortyzol…

Dr K: Zgadza się.

P: … rozwalmy trochę glikogenu. Wysyła dodatkowy cukier do krwi. I niby powinno być lepiej, ale podniesiony kortyzol budzi nas w środku nocy, tak?

Dr K: Co ważniejsze, jeśli nie masz wystarczająco dużo kortyzolu, by podnieść cukier we krwi, nadnercza zaczynają produkować adrenalinę. I to właśnie ona cię budzi w środku nocy.

P: Rozumiem.

Dr K: I znowu, można zbadać dobowy kortyzol w ślinie. Kortyzol powinien być wysoki rano, niski wieczorem. U ludzi, którzy mają go mało, jest zwykle niski przez cały dzień. Zwykle mają oni również objawy niskiego poziomu cukru we krwi. I właśnie taka kombinacja: niski cukier - niski kortyzol może być przyczyną ich depresji. Osoby z chroniczną depresją często skarżą się „mam depresję, cierpię na bezsenność” i myślą „gdybym tylko mógł spać, wiem, że depresja by odeszła”. Prawdopodobnie miewali takie okresy, gdy ich poziom cukru stabilizował się - spali wtedy lepiej i czuli się lepiej, prawda? Ale niestety wracają do tego błędnego koła. Ludzie, którzy mają depresję i problemy z cukrem, mają problemy ze bezsennością.

P: Melatonina… Ludzie zaczynają przyjmować melatoninę, by spać dłużej. Czy ty to zalecasz?

Dr K: Nie. Ona działa, ale tylko przez jakiś czas. Jeśli bierzesz melatoninę regularnie możesz zapomnieć o wyregulowaniu dobowego rytmu kortyzolu.

P: Dlaczego?

Dr K: Kortyzol i melatonina są antagonistami. Kortyzol powinien być wysoki rano i niski wieczorem. Rytm melatoniny jest zupełnie odwrotny. Kiedy kortyzol spada - melatonina rośnie, kiedy melatonina rośnie - kortyzol spada. Gdy zaczynasz przyjmować melatoninę, zaburzasz rytm własnych nadnerczy. Później mamy pacjentów, którzy przyjmują przez jakiś czas melatoninę i zaczynają mieć problemy z kortyzolem. Nie możemy tego naprawić dopóki nie odstawią melatoniny i nie ustabilizują swojej diety i poziomu cukru we krwi.

P: Co się dzieje, gdy ktoś ma depresję i mgłę mózgową? Co myślisz o takiej sytuacji?

Dr K: No właśnie. To trochę jak kliniczny podarunek. „Mam mgłę umysłową i mam depresję”. Wiemy, że mgła mózgowa jest zwykle związana z nieprawidłowym funkcjonowaniem neuronów wywołanym reakcją zapalną.

P: W korze przedczołowej czy płacie czołowym? Czy to to samo?

Dr K: Każda depresja jest w jakimś stopniu związana z korą przedczołową, korą oczodołową, zakrętem obręczy. To wszystko jest jakoś połączone.

P: Rozumiem.

Dr K: To właśnie ten obszar mózgu jest odpowiedzialny za fakt, że pacjenci mają zmiany nastroju, są nieszczęśliwi, brak im motywacji, nie chce im się nic robić. Jeśli przychodzą do nas osoby i skarżą się na mgłę umysłową wiemy, że w tej części mózgu jest prawdopodobnie stan zapalny i zastanawiamy się, co go spowodowało. Czy uraz głowy w przeszłości? Czy stan zapalny jelit? Czy mają prozapalny styl życia? To są wszystko wskazówki dla nas. Czy towarzyszy temu ból całego ciała? Czy żyją w przewlekłym bólu? To wszystko może potwierdzać, że ich depresje wywołują stany zapalne. 
Mamy też przypadki, w których jest obecny przewlekły ból bez stanu zapalnego i tacy pacjenci też mają depresję. To bardzo interesujące.
Są osoby z przewlekłą niezdiagnozowaną depresją, które maja tzw. bóle neurogenne. Nasz mózg nie jest w neurologii uznawany za zmysł, taki jak węch czy smak. Jest związany z emocjami. Nasza percepcja bólu nie zawsze musi być prawdziwa. Każdy ma inny odbiór, inne postrzeganie bólu. Jeśli weźmiemy 20 osób i uszczypniemy je w dokładnie taki sam sposób, każda z nich odczuje inny rodzaj/stopień bólu, prawda? Może to być częściowo spowodowane obecnością substancji chemicznych powstających w procesach zapalnych, które uwrażliwiają włókna czuciowe, ale ogromne znaczenie ma też to, jak pracuje sam mózg. Obszar mózgu związany z depresją – obręcz – „infekuje” także inne miejsce w mózgu, które odpowiada za percepcje bólu. Osoby z przewlekłą depresją, u których źle funkcjonuje kora przedczołowa, a zwłaszcza zakręt obręczy, mają bóle neuropatyczne.

P: Tyle, że odczucie bólu pochodzi z mózgu…

Dr K: Takich ludzi można – dosłownie – dotknąć, a oni odczują ból. To tzw. allodynia. Wszyscy myślą, że żyją w przewlekłym stanie zapalnym, stosują diety przeciwzapalne, ponieważ ich ciało ciągle boli, ale tak naprawdę mają do czynienia z bólem neurogennym.

P: Co się wtedy dzieje? Czy mózg wytwarza wrażenie bólu nawet jeśli nie doszło do żadnych obrażeń?

Dr K: Dokładnie. To bardzo powszechne wśród ludzi mających depresję, która zwykle angażuje te same obszary mózgu - zakręt obręczy, będący obszarem limbicznym kontrolującym emocje, nastrój oraz myśli i często "infekuje" istotę szara okołowodociągowa, która normalnie pełni funkcje przy zstępującej modulacji bólu.

P: Czyli ona pozostaje włączona.

Dr K: Tak, zostaje włączona. I tacy ludzie mają przewlekłe bóle. Wystarczy niewielki obrzęk na ramieniu, a oni czują, jakby mieli najgorszy ból na świecie. W badaniach klinicznych udowodniono, że nawet wiatraczek ustawiony w stronę ich skóry może wywołać ból, jakby wbijano im w ciało noże. To ból neurogenny. To ważne, by odróżnić takich ludzi od tych, którzy mają chroniczne stany zapalne. To zupełnie coś innego niż osoby, które jedzą prozapalne pożywienie mając wiele nietolerancji pokarmowych, przez co ich stawy bolą i puchną. W tym wypadku, ból wywołuje ich reakcja zapalna na niewłaściwe jedzenie. Ludzie z bólem neurogennym mogą nie mieć żadnego stanu zapalnego, oni po prostu mają zaburzona percepcje bólu.

P: Przejdźmy do depresji z objawami lękowymi.

Dr K: To bardzo powszechne. Wiele osób ma depresje z lękami. Nie potrafią „zamknąć”, wyłączyć swojego mózgu, który cały czas się męczy. Depresja lękowa występuje często u ludzi mających problemy z GABA. Dodatkowo dręczy ich niespokojny umysł i nie potrafią przestać o czymś myśleć. Najgorszą rzeczą, jaką można im zrobić jest zamknięcie w ciemnym pokoju i pozostawienie sam na sam z myślami. To zwykle ci ludzie, którzy musza mieć włączony telewizor, gdy idą do łóżka. Wiedzą, że potrzebują rozproszenia myśli. To najczęściej osoby z dysfunkcją układu GABA, a GABA jest neuroprzekaźnikiem, który ma uspokajać mózg. Kiedy jest problem z wyciszeniem głowy, umysł pędzi z prędkością miliona mil na godzinę, a kora przedczołowa i inne części mózgu zaczynają być po prostu przemęczone. A kiedy mózg jest zmęczony, przychodzi depresja. Takie objawy mówią nam, że coś jest nie tak z układem GABA. Wtedy należy zadać sobie pytania: „co tam się dzieje? skąd te deficyty?”.


Przepraszam za niedoskonały język i ewentualne błędy w tłumaczeniu.




wtorek, 31 marca 2015

O słabej tarczycy, Hashimoto i cukrzycy - rozmowa z dr Izabellą Wentz


Dzięki uprzejmości dr Izabelli Wentz - autorki książki "Zapalenie Tarczycy Hashimoto"przedstawiam Wam tłumaczenie wywiadu na temat relacji TARCZYCA - CUKRZYCA, udzielonego przez dr Wentz podczas The Diabetes Summit 2015.

PROWADZĄCY: Wiele osób wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego, jak silna jest relacja między zaburzeniami pracy tarczycy i obydwoma typami cukrzycy...

DR WENTZ: Tak. Wiemy, że choroby tarczycy są obecnie bardzo powszechne. Przyjmuje się, że dotykają od 10 do 20% całej populacji (w zależności od badań, na które patrzymy). Niestety wśród pacjentów, którzy mają zdiagnozowaną cukrzycę, ryzyko zachorowania na chorobę tarczycy wzrasta prawie dwukrotnie. Co więcej, około 30% pacjentów z cukrzycą typu 1 ma także autoimmunologiczną chorobę tarczycy. Warto o tym pamiętać.
To działa w dwie strony, ponieważ osoby z Hashimoto i chorobami tarczycy są w grupie ryzyka zachorowań na cukrzycę lub zaburzeń poziomu glikemii (glikemia - stężenie glukozy we krwi - SON).
Badania w Polsce pokazały, że ponad 50% ludności miało albo cukrzycę albo upośledzoną tolerancję glukozy.

PROWADZĄCY: To niesamowite. Wiele osób zmagających się z chorobami tarczycy ma więc zaburzenia poziomu cukru we krwi i odwrotnie. Czy mogłabyś opowiedzieć o związku cukrzycy typu 1 z Hashimoto? Czy myślisz, że te dwie choroby mogą mieć podobne źródło? Dlaczego Twoim zdaniem jest tak wielu pacjentów, u których występują jednocześnie?

DR WENTZ: Oczywiście. Cukrzyca typu 1 i Hashimoto to choroby autoimmunologiczne. Badania pokazują, że jeśli masz jedną chorobę autoimmunologiczną, możesz zachorować na kolejną, dlatego niektóre potencjalne przyczyny źródłowe będą takie same. To, jaki typ choroby autoimmunologicznej rozwinie się u danej osoby, zależy od jej genów oraz tzw. wyzwalaczy, które pojawią się w jej otoczeniu. Niektórzy ludzie mają skłonności genetyczne w stronę cukrzycy, inni w stronę reumatoidalnego zapalenia stawów lub Hashimoto...
Choroba autoimmunologiczna jest często porównywana do stołka o trzech nogach, ponieważ potrzebuje trzech rzeczy, by zaistnieć i postępować. Pierwszą z nich są geny. Musisz mieć odpowiednie geny odpowiedzialne za rozwój choroby autoimmunologicznej. Drugą rzeczą są środowiskowe czynniki wyzwalające. To może być jakaś infekcja, toksyny, stres, niedobory składników odżywczych itd. Trzecią nogą, która sprawia, że stołek może stać, jest zwiększona przepuszczalność jelitowa, czyli tzw. Nieszczelne jelito, przez które przedostają się cząstki uruchamiające odpowiedź immunologiczną. Zgodnie z najnowszymi badaniami, współistnienie tych trzech elementów warunkuje powstanie każdej choroby autoimmunologicznej, czy to będzie cukrzyca typu 1 czy Hashimoto. 
Podczas swojej pracy z pacjentami z Hashimoto zauważyłam, że zwykle występuje u nich kombinacja niedoborów składników odżywczych, nietolerancji pokarmowych oraz zaburzeń ... [słowo nie do rozpoznania z przyczyn technicznych]. Najczęściej mają stany zapalne i zwiększoną przepuszczalność jelitową. Dlatego zawsze przyglądam się właśnie tym sferom i analizuję, które z wyzwalaczy można wyeliminować i ułatwić chorym osiągnięcie stanu remisji.

PROWADZĄCY: Czy uważasz, że osoby z cukrzycą typu 1 mogą sobie pomóc w podobny sposób i np. chronić komórki beta (komórki produkujące insulinę w trzustce - SON), jeśli wychwycą chorobę wystarczająco wcześnie albo przynajmniej sprawniej regulować poziom cukru we krwi, by zminimalizować jego skoki? A może w niektórych przypadkach np. cukrzycy typu LADA (ang. Latent Autoimmune Diabetes in Adults, czyli utajona cukrzyca autoimmunologiczna u dorosłych - SON) udałoby się uniknąć lub ograniczyć zniszczenie, gdyby pacjenci postępowali zgodnie z podobnymi zaleceniami? 

DR WENTZ: Jestem pewna, że tak. Podobnie jest w przypadku innych chorób autoimmunologicznych - jeśli wyeliminujesz wyzwalacze, możesz powstrzymać ich rozwój. Oczywiście, jeśli tarczyca lub inny narząd został już niemal zniszczony, bardzo trudno ten proces odwrócić, ale zdecydowanie można spowolnić lub zatrzymać progresję choroby.
Ja pracuję z pacjentami z Hashimoto i wielokrotnie pomogłam im osiągnąć stan remisji także w innych chorobach towarzyszących, właśnie dlatego, że te przyczyny pierwotne lub wyzwalacze prowokujące system odpornościowy do ataku są podobne w większości chorób z autoagresji, nie tylko w przypadku tarczycy czy trzustki.

PROWADZĄCY: Hashimoto jest uważane za najczęstszą przyczynę niedoczynności tarczycy. Wiele osób z cukrzycą typu 1 lub 2 ma różnego typu problemy z pracą tarczycy, która najczęściej niedomaga, jeśli chodzi o produkcję hormonów. Obserwujemy, że ludzie z zaburzeniami poziomu cukru zwykle mają niski poziom hormonu T3. Jak często występuje niedoczynność tarczycy spowodowana Hashimoto, a jak często ta, która nie ma podłoża autoimmunologicznego? 

DR WENTZ: Pierwotną przyczyną złej pracy tarczycy lub niedoczynności na całym świecie są niedobory jodu. Ale w Stanach Zjednoczonych, Europie i w każdym kraju, który dodaje jod do soli, rzeczywiście to Hashimoto jest głównym winowajcą. W zależności od badań, na które patrzymy, około 90-97% pacjentów z niedoczynnością tarczycy ma również Hashimoto. I kiedy opowiadam ludziom o swojej pracy, o Hashimoto, czasem słyszę 'O, to taka rzadka choroba, brzmi bardzo egzotycznie'. A później, w trakcie rozmowy okazuje się, że ci sami ludzie lub ich bliscy od dawna przyjmują leki na tarczycę, tylko nikt im nie powiedział, ze to właśnie Hashimoto mogło osłabić jej pracę. Lekarze często diagnozują niedoczynność nie mówiąc pacjentom o potencjalnych przyczynach. Dlatego namawiam wszystkich, by domagali się zbadania poziomu przeciwciał przeciwtarczycowych.

PROWADZĄCY: No tak, na studiach uczono mnie o Hashimoto w pakiecie z innymi schorzeniami endokrynologicznymi, takimi jak zespół Cushinga czy choroba Addisona itp., ale nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wspominano, jak bardzo powszechny jest ten typ zapalenia tarczycy. 
Proszę przypomnij nam, jakie badania powinny być wykonane u każdego, kto podejrzewa u siebie słabą pracę tarczycy lub Hashimoto.

DR WENTZ: Zanim przejdę do samych badań, chciałabym wspomnieć o swoich doświadczeniach edukacyjnych. Otóż, na studiach farmaceutycznych, w jednym z podręczników, mieliśmy obrazek kobiety przeciętej na pół, która po jednej stronie miała opuchniętą twarz i była określona jako zapominalska, po drugiej zaś, jako pobudzona i tracącą na wadze. I to właściwie było wszystko, czego uczyliśmy się o różnicach między niedoczynnością a nadczynnością tarczycy. I tak naprawdę, nie interesowałam się tym specjalnie, dopóki sama nie zostałam zdiagnozowana. A kiedy to się stało, kiedy usłyszałam, że mam niedoczynność tarczycy, doświadczałam jednocześnie objawów z obu stron akademickiej ilustracji. Byłam naprawdę bardzo zmęczona, wypadały mi włosy, ale czułam także niepokój i częste kołatanie serca. 

Takim klasycznym objawem niedoczynności jest •nietolerancja zimna. Więc jeśli jesteś kobietą, która zakłada w pracy dodatkowy sweter, podczas gdy koledzy siedzą w koszulkach z krótkimi rękawami, to może być znak. Jeśli zaczynasz •tracić włosy, zwłaszcza z zewnętrznej części brwi, to może być drugi znak. Oczywiście chorzy najczęściej skarżą się na •zmęczenie. Niejednokrotnie są wycieńczeni i pozbawieni jakiejkolwiek motywacji do działania. Wiele razy miałam do czynienia z kobietami bardzo dotąd ambitnymi, aktywnymi, fizycznie i zawodowo, które nagle mówiły 'Nic nie jest w stanie wyciągnąć mnie z łóżka i zmusić do pójścia na jogę' lub 'Nie mam siły iść jutro do pracy'. Kolejnym bardzo ważnym problemem, zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet, jest •tycie lub niemożność utraty wagi. Także •libido - niedoczynność może fatalnie wpływać na popęd seksualny i •płodność. To niezmiernie smutny objaw. Uważam, że wszystkie kobiety w wieku rozrodczym powinny być badane pod kątem Hashimoto/niedoczynności, ponieważ jeśli tarczyca nie funkcjonuje dobrze, są narażone na poronienia lub w ogóle nie mogą zajść w ciążę. 

No i •problemy psychologiczne... Przy szalejących hormonach tarczycowych chorzy często czują, jakby mieli zwariować. Można być przygnębionym, przestraszonym, wpaść w depresję lub nerwicę lękową. Widziałam wiele osób, które miały zdiagnozowane psychozy, choroby dwubiegunowe, a nawet schizofrenię, tylko dlatego, że ich system odpornościowy zaatakował tarczycę. W początkowej fazie ataku, całe ładunki hormonów tarczycowych zostają wystrzelone do krwiobiegu. Ten nagły wyrzut wywołuje chwilowe pobudzenie i nadaktywność. A kiedy ustąpi, pacjent staje się powolny i przytłumiony. Dla zwykłego lekarza może to wyglądać jak zaburzenia afektywne dwubiegunowe. 

Skoro już wymieniłam te objawy Hahsimoto, chciałabym zaznaczyć, że wszystkie nietypowe zachowania psychiczne są w 100% odwracalne. Najważniejsze jest uświadomienie sobie, że to może być właśnie ta choroba, a nie inna. Dlatego jeśli u kogoś występują jakiekolwiek zaburzenia emocjonalne, depresja, lęki, wahania nastroju, powinien mieć wykonane wszystkie badania tarczycowe. 

Jeśli chodzi o moją historię, byłam nieustannie zmęczona przez 9-10 lat, chociaż spałam po 10-14 godzin każdej nocy. Odwiedziłam wielu lekarzy, którzy mówili 'Zbadaliśmy Panią pod kątem anemii. Zbadaliśmy Pani tarczycę. Wszystko jest w normie. Wszystko jest w porządku. Może powinna Pani pójść do psychiatry, pobrać jakieś antydepresanty, bo najwyraźniej coś jest z Panią nie tak, skoro jest Pani ciągle zmęczona, a my nie możemy znaleźć konkretnej przyczyny'.

Problemem było to, że badali tylko moje TSH...

TSH to podstawowe badanie przy problemach z tarczycą. Jego dobrą stroną jest to, że gdy miano hormonu jest NAPRAWDĘ podwyższone, z całą pewnością mamy do czynienia z niedoczynnością. Niestety, w większości przypadków, TSH nie pozwoli nam wykryć Hashimoto we wczesnej fazie. Poza tym, lekarze przywykli do używania starych norm referencyjnych. 
W czasie, gdy poddawałam się pierwszym badaniom, górną granicą normy bywało nawet 10. A moje TSH wynosiło 4.5. Miałam 25 lat i podobno byłam wspaniale "normalna"... Tyle tylko, że musiałam spać po 12 godzin każdej nocy. 
Obecnie naukowcy uważają, że TSH nie powinno być wyższe niż 2.5. Ale większość pacjentów, czuje się najlepiej przy TSH w granicach 0.5-2.00. Niektórzy lekarze mówią nawet, że okolice 1.00 to wynik optymalny.
Kiedy miałam TSH na poziomie 4.5 moje włosy wypadały garściami, byłam niespokojna, ciągle śpiąca, zmęczona, całkowicie straciłam motywację do działania. A kiedy TSH spadło do 1.00, nagle stałam się radosna, szczęśliwa, towarzyska, moje włosy zaczęły odrastać i zaczęłam się wysypiać w ciągu 8-10 godzin, a nie jak dotąd 10-14. 
Tak więc mamy TSH. To trzeba zrobić na pewno.

Ale inne bardzo ważne badania to przeciwciała przeciwtarczycowe: przeciw peroksydazie tarczycowej (a-TPO) oraz przeciw tyreoglobulinie (a-TG). To właśnie one najczęściej potwierdzają, czy ktoś ma Hashimoto, czy też nie. Co ciekawe, miana przeciwciał mogą być znacznie podwyższone nawet 5-10 lat wcześniej, zanim pojawią się niepokojące wyniki TSH. I właśnie za to je uwielbiam, bo pozwalają wykryć Hashimoto, zanim choroba podwyższy TSH i zacznie niszczyć tarczycę, dzięki czemu możemy działać wcześniej i zminimalizować jej agresję. 
Kolejnymi bardzo ważnymi badaniami są wolne T3 (fT3) i wolne T4 (fT4). U niektórych pacjentów, na skutek pewnych zaburzeń komunikacyjnych na osi przysadka mózgowa-tarczyca, TSH może być naprawdę 'normalne', mimo iż nie mają oni odpowiedniej ilości hormonów tarczycowych we krwi. I właśnie wartości fT3 i fT4 pomagają to określić. 
Ostatnim badaniem, które moim zdaniem, każdy powinien mieć wykonane przynajmniej raz w życiu, jest USG tarczycy. Raporty naukowe pokazują, że 80-90% pacjentów z Hashimoto ma podwyższone miana przeciwciał, ale są też chorzy, u których z jakiegoś powodu ilość przeciwciał wcale się nie zwiększa. I właśnie w takich przypadkach to USG jest ostatecznym potwierdzeniem procesu chorobowego. 
Podsumowując, mamy 6 najważniejszych badań w diagnostyce Hashimoto: TSH, a-TPO, a-TG, fT3, fT4 i USG.

PROWADZĄCY: Chciałbym zapytać o kilka szczegółów odnośnie tych badań. Po pierwsze, jak jest z normami przeciwciał przeciwtarczycowych? Ponieważ kontrolowaliśmy pod tym kątem wielu pacjentów i jedni mieli przeciwciała w normie, inni nieco powyżej, ale wszyscy je mieli. I nagle pojawiał się chory z mianem ponad 3000. Niektóre laboratoria nawet nie mierzą dokładnie powyżej pewnych wartości. Jak w takim razie, zorientować się, kiedy mamy do czynienia z poważnym problemem, a kiedy nie? Czy ilość przeciwciał ma tak naprawdę znaczenie? Czy te liczby wiążą się w jakiś sposób z nasileniem symptomów? Jak ocenić, czy rozpocząć już leczenie czy też nie? 

DR WENTZ: Powiedziałabym, że są pewne teorie mówiące o tym, że przeciwciała przeciwtarczycowe mają jakieś znaczenie fizjologiczne i ludzie powinni ich trochę mieć. Jednak kiedy miano przekroczy 35, większość lekarzy uważa, że to już zbyt dużo. I taka jest zwykle granica normy, choć to też zależy od laboratorium.
Dlatego za każdym razem, gdy widzę przeciwciała o wartości większej niż 35, zaczynam myśleć o ich obniżeniu. Zwykle, nie zastanawiam się nawet, gdy ich miano jest większe niż 100. Zasadniczo, im wyższe miano przeciwciał, tym większe ryzyko, że niedoczynność pojawi się w ciągu roku do pięciu lat. 

Mamy narzędzie zwane punktacją THEA według metody amsterdamskiej, które na podstawie kilku parametrów - takich jak liczba chorych w rodzinie, poziom TSH, miano przeciwciał - pozwala określić prawdopodobieństwo rozwinięcia się niedoczynności tarczycy u danej osoby (na stronie dr Wentz: http://www.tarczycahashimoto.pl/…/najlepsze-testy-w-hashimo… - SON).
Upraszczając, można powiedzieć, że im więcej mamy przeciwciał, tym bardziej agresywny jest atak na tarczycę.

PROWADZĄCY: Oczywiście. Nie wiem, jakie jest obecnie stanowisko medycyny konwencjonalnej, ale z perspektywy funkcjonalnej, to wydaje się bardzo sensowne. 

Myślę też o innej sprawie. Pacjenci bardzo często przychodzą do mnie i opowiadają, że ich lekarze zwykli mawiać, że leczenie tarczycy jest proste, że wystarczy łykać hormony syntetyczne i wszystko będzie dobrze. Miałem nawet chorych z łagodnymi guzkami, którym lekarze mówili 'Usuniemy tarczycę i podamy Panu/Pani Synthroid (odpowiednik Euthyroxu/Letroxu, zawierający syntetyczne T4 - SON)', jakby to nie był żaden problem. Mnie wydaje się, że największym wyzwaniem dla lekarza powinno być takie zarządzanie hormonami, by pacjent czuł się, jak najlepiej. Dążenie do odpowiedniej równowagi T4, T3 i przeciwciał, bez nadmiernego podwyższania żadnego z hormonów. Co o tym myślisz?

DR WENTZ: Kiedy byłam na studiach farmaceutycznych, mieliśmy jeden krótki wykład na temat chorób tarczycy, podczas którego jako najlepszy i najwygodniejszy lek wymieniano lewotyroksynę. 'Dasz pacjentowi i do widzenia, do domu'. Niestety, takie właśnie jest zazwyczaj konwencjonalne podejście do tematu. 

Oczywiście, jako farmaceuta, jako osoba, która sama ma Hashimoto i pracuje z pacjentami z Hashimoto - mogę potwierdzić, że Synthroid rzeczywiście w wielu przypadkach działa dość dobrze. Niektóre osoby przyjmują ten lek i czują się świetnie, zmniejsza się atak na tarczycę, bo staje się ona mniej zauważalna dla systemu immunologicznego i znaczna część objawów choroby znika.
Być może będę teraz stronnicza, ale niestety większość moich pacjentów takiego doświadczenia nie ma. Głównie dlatego, że niektóre osoby nie są w stanie prawidłowo przekształcać Synthroidu. Aktywnym składnikiem leku jest syntetyczne T4. W farmakologii nazywamy to 'prolekiem', ponieważ musi on zostać w organizmie przekonwertowany do hormonu bardziej aktywnego biologicznie - T3. I nie u każdego ten proces przebiega poprawnie i skutecznie...

Dlatego tak często widzimy pacjentów, którzy przyjmują lewotyroksynę, a ich włosy nadal wypadają, senność nie daje im spokoju i wciąż nie mogą schudnąć. Takim osobom powinny być zaproponowane alternatywy, np. NDT (naturalny ekstrakt z tarczycy - SON) lub lek łączony, zawierający zarówno T4, jak i T3, po którym pacjent może od razu poczuć się lepiej. 

Widziałam naprawdę nieprawdopodobne metamorfozy chorych, którym zmieniono lek. Takie łączone leki były stosowane już dawniej, ale popadły w niełaskę. Kiedy je odkryto, bardziej zwracano uwagę na zawartość jodu, niż tyroksyny, przez co porcje hormonów w leku były dość nierówne - po jednej dawce pojawiała się nadczynność, po innej niedoczynność. Oczywiście, taka sytuacja nie może mieć teraz miejsca - współczesne leki są bardzo stabilne jeśli chodzi o skład hormonów. Także, przyjmowanie preparatów naturalnych, takich jak Armour lub WP Thyroid lub leków łączonych (T4 i T3) może być naprawdę zbawienne dla wielu osób.
Innym negatywnym aspektem konwencjonalnego podejścia jest to, że wielu pacjentów po prostu słyszy, że ma leniwą tarczycę, a przy tym trzeba jedynie przyjmować leki. I ludzie są tak powierzchownie "leczeni" przez rok, pięć, dziesięć, a nawet dwadzieścia lat, po czym okazuje się, że rozwinęła się u nich jakaś inna choroba autoimmunologiczna, np. toczeń lub reumatoidalne zapalenie stawów, tylko dlatego, że ktoś kiedyś zignorował prawdziwą diagnozę i nie poinformował, że mają Hashimoto. 
Konwencjonalna medycyna mówi zwykle: "OK, masz z tym problem, tutaj jest lekarstwo, które sprawi, że poczujesz się lepiej. Do widzenia", ale prawda jest taka, że leki - owszem, bardzo ważne dla ludzi ze słabo pracującą tarczycą - jedynie maskują symptomy trwającego gdzieś w tle ataku na ten gruczoł. 
Myślę, że to także jest jednym z powodów, dla których wielu lekarzy nie zleca badań na Hashimoto, ponieważ kiedy chory dowiaduje się, że jego własny organizm atakuje tarczycę, zadaje pytanie: jak mogę to zatrzymać? A medycyna konwencjonalna nie zna odpowiedzi. Ja właśnie tak zareagowałam, gdy usłyszałam własną diagnozę. I od tamtej pory, znalezienie odpowiedzi na to pytanie stało się głównym celem mojej pracy. Jak powstrzymać swoje ciało przed autodestrukcją? Jak naprawić zniszczenia? Czy można zawrócić proces chorobowy?

PROWADZĄCY: Porozmawiajmy, proszę o tym, jak można powstrzymać atak na tarczycę? Jak kontrolować chorobę autoimmunologiczną? I jaki jest Twoim zdaniem, najlepszy sposób na zrównoważenie hormonów tarczycy, poza oczywiście lekami hormonalnymi?

DR WENTZ: Jednym z największych wyzwalaczy choroby autoimmunologicznej - i w zasadzie każdej choroby, która przyjdzie nam do głowy - jest stres. Dlatego wszystkim pacjentom z Hashimoto zalecam, by za wszelką cenę próbowali zredukować stres w swoim życiu. Postarajmy się ograniczyć jak najwięcej czynników wywołujących niepotrzebne napięcie nerwowe. Pracujmy nad sobą. Czasami stres, który bierzemy na siebie jako własny, to zupełnie niepotrzebne obciążanie się dramatami innych ludzi. Nauczmy się wychwytywać takie zbędne sytuacje. Na przykład, kiedy jedziemy samochodem, ktoś zajeżdża nam drogę i zaczynamy się złościć. Hormony stresu od razu szybują w górę. Starajmy się myśleć pozytywnie, prowadzić dzienniczek wdzięczności, zacznijmy medytować, ćwiczyć jogę, biegać, cokolwiek, by zacząć zarządzać stresem, bo on w niczym nam nie pomaga.
Samo panowanie nad stresem to dla większości chorych zbyt mało, by całkowicie zawrócić chorobę autoimmunologiczną, ale są tacy, którym to wystarczyło. Dlatego tak ważna jest moc pozytywnego nastawienia i dobrych myśli. Warto zacząć odkrywać w sobie wdzięczność za to, gdzie jesteśmy, kim jesteśmy i kogo mamy obok w swoim życiu. 
Innym źródłem stresu, o którym mało kto w ogóle myśli w takich kategoriach, jest pożywienie. Przyjrzenie się własnej diecie jest jedną z pierwszych rzeczy, które zalecam osobom z Hashimoto. Utrzymywanie stabilnego poziomu cukru we krwi to bardzo, bardzo ważny element zdrowienia. Wiele z moich objawów, takich jak niepokój, lęki, wypadanie włosów, kołatanie serca, wyciszało się po ustabilizowaniu cukru we krwi. To naprawdę niesamowite, jak silne jest oddziaływanie wahań poziomu glukozy na pobudzenie przeciwciał przeciwtarczycowych.
Dlatego często zachęcam do przygotowania sobie na śniadanie zielonego koktajlu, który ma dużo dobrych tłuszczów i białek. Przepis znajduje się na mojej stronie
(https://www.facebook.com/zapalenietarczycyhashimoto/photos/pb.1389257014645963.-2207520000.1427373130./1457379701167027/?type=1&theater). Powinno się zdecydowanie ograniczyć pokarmy skrobiowe oraz owoce. Pamiętajmy, że na przykład poranne picie soku owocowego może spowodować naprawdę duży skok cukru we krwi. Należy tego unikać.
Zdjęcie: https://www.facebook.com/zapalenietarczycyhashimoto
Inną rzeczą, na którą chciałabym zwrócić uwagę pacjentów, są ich nietolerancje pokarmowe oraz pokarmy, które mogą wywoływać niewłaściwą reakcję układu immunologicznego. Na przykład, jeśli ktoś spożywa gluten, rozpoznawany przez organizm jako zagrożenie, system odpornościowy będzie atakował nie tylko sam gluten, ale również wszystko, co go przypomina, w tym także tarczycę. 
Jeden z pierwszych artykułów naukowych, na jaki się natknęłam w poszukiwaniu sposobów na spowolnienie lub zawrócenie choroby, dotyczył związku Hashimoto z celiakią. W pewnym eksperymencie naukowym wzięli udział pacjenci z celiakią oraz subkliniczną niedoczynnością tarczycy i Hashimoto, u których zastosowano dietę bezglutenową. Po trzech miesiącach, u 20% badanych, miana przeciwciał drastycznie spadły, a funkcjonowanie tarczycy znacznie się polepszyło. Podczas swojej pracy, przekonuję się każdego dnia, że nie tylko osoby z celiakią, ale większość osób z chorobami autoimmunologicznymi, większość osób z Hashimoto, odczuwa naprawdę dużą poprawę na diecie bezglutenowej - ich przeciwciała spadają, a objawy gasną.
Ja sama miałam na przykład przewlekłą chorobę refluksową przełyku (GERD), która odeszła po przejściu na dietę BG. Nie mam celiakii, nie mam jakichś koszmarnych reakcji po spożyciu glutenu, ale moje wyniki wyglądają znacznie lepiej i czuję się lepiej, kiedy go unikam. I podobnie dzieje się u bardzo wielu pacjentów z Hashimoto.
Oczywiście gluten nie jest jedynym pokarmem wywołującym niewłaściwą odpowiedź immunologiczną. Podobnie działa nabiał.
Widziałam wyniki badań, mówiące o tym, że spożywanie nabiału może pogarszać stan chorych w przypadku cukrzycy typu 1. Niestety, na razie, nie ma zbyt wielu badań na ten temat odnośnie Hashimoto, ale właśnie przy tej chorobie to naprawdę bardzo częsty wyzwalacz. Tak było także w moim przypadku - po wykluczeniu z diety nabiału ustąpił ból wywoływany przez cieśń obydwu nadgarstków, wzdęcia oraz zespół jelita drażliwego (IBS). Innymi popularnymi pokarmami drażniącymi są: jajka, zboża, orzechy, nasiona oraz rośliny psiankowate, czyli pomidory, papryki i ziemniaki. 

Często namawiam pacjentów na testy na nietolerancje pokarmowe lub na dietę eliminacyjną, która może być bardzo przydatna w wykrywaniu indywidualnych reakcji na konkretne produkty spożywcze. Widziałam wiele osób, którym udało się całkowicie wyeliminować dokuczliwe objawy poprzez stosowanie bezglutenowej, beznabiałowej, bezsojowej diety w stylu Paleo lub Protokołu Autoimmunologicznego. Właśnie! Zapomniałam o soi, która jest dla tarczycy jak trucizna.
Inną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę są niedobory składników odżywczych. Niezmiernie ważny jest selen - przyjmowanie 200 mikrogramów tego mikroelementu przez 90 dni, może zredukować ilość przeciwciał przeciwtarczycowych nawet o połowę. Taka suplementacja bardzo pomaga także osobom skarżącym się na wypadanie włosów, niepokój i zmęczenie.  

Zwróćmy uwagę na zbyt małą ilość soku żołądkowego. To było moje osobiste odkrycie. Jak już wspomniałam, miałam problem z refluksem przełyku, dolegliwością bardzo powszechną wśród pacjentów z Hashimoto. Kiedy pracowałam w aptece, praktyka wyglądała tak: "Tutaj są Pani leki na tarczycę. Tutaj Nexium (lek z grupy inhibitorów pompy protonowej, hamujących produkcję kwasu solnego - SON). Zwykle sprzedajemy te leki razem, dlatego umieszczę je w jednej torebce." Obecnie, odchodzi się od takiego postępowania. Niedoczynność tarczycy wiąże się bowiem zazwyczaj z bardzo niskim poziomem soku żołądkowego, co oznacza, że chory nie trawi pożywienia w odpowiedni sposób, przez co często dochodzi do cofania się treści żołądkowej lub podrażniania jelit niestrawionymi resztkami. Dlatego powinno się przyjmować coś, co wesprze produkcję soku żołądkowego, a nie ja powstrzyma. Osobiście bardzo lubię preparaty zawierające betainę i pepsynę, które przynoszą chorym wielką ulgę. 

Jeśli chodzi o mnie, przyjmowanie betainy i pepsyny niesamowicie zwiększyło moją witalność. Dzięki sprawniejszej produkcji soku żołądkowego nie musiałam już spać 10 godzin każdej nocy (co i tak było lepsze niż 12 godzin snu, zanim zaczęłam przyjmować leki tarczycowe), bo już po 8 budziłam się pełna energii, rześka i gotowa do działania. 

Chciałabym też wspomnieć o nadnerczach... Mówiliśmy już o stresie, poziomie cukru we krwi i nietolerancjach pokarmowych - wszystko to osłabia także pracę naszych nadnerczy, a ich wyczerpanie to kolejna dolegliwość ściśle związana z Hashimoto. 
Poza tym, jeśli ktoś jest na diecie przez 90 dni i owszem, czuje się lepiej, ale nie jest to równoznaczne z ustąpieniem większości objawów, zawsze zalecam przyjrzenie się jelitom oraz sprawdzenie, czy w organizmie nie ma jakichś przewlekłych infekcji
W autoimmunologii olbrzymie znaczenie ma zjawisko mimikry molekularnej, polegające na tym, że jeśli jakiś patogen - bakteria lub wirus - ma podobną strukturę do dowolnej części naszego ciała, np. tarczycy, układ odpornościowy może przez pomyłkę zaatakować nie tylko intruza, ale także tę część organizmu, która go przypomina. Istnieje bardzo dużo różnych infekcji mających związek z nasilaniem przebiegu Hashimoto. Trzy najbardziej popularne to: wirus Epsteina-Barr (mogący wywoływać mononukleozę zakaźną - SON), zakażenie bakterią Helicobacter pylori oraz Yersinią (to ostatnie związane zarówno z Hahsimoto, jak i choroba Gravesa-Basedowa). Często by osiągnąć stan remisji, wystarczy te infekcje wyleczyć. 
Kolejnym bardzo powszechnym problemem są zaburzenia w procesach oczyszczających organizm z toksyn. Dobrze wtedy sprawdzić mutacje genu MTHFR, które - w dużym uproszczeniu - utrudniają detoksykację. 
Przedstawiam to wszystko w olbrzymim skrócie, bo nagli nas czas, ale zachęcam wszystkich do samodzielnego zgłębiania tematu, szukania informacji, rozwoju i pracy z lekarzem funkcjonalnym, który pomoże odnaleźć przyczyny źródłowe choroby oraz czynniki nasilające jej przebieg.

PROWADZĄCY: Myślę, że można uporządkować wszystko, co powiedziałaś i zamknąć to w 6 punktach, które będą pasowały do innych chorób, w tym również cukrzycy:

1. Postawienie właściwej diagnozy.
2. Odpowiednie zarządzanie lekami.
3. Dieta.
4. Dbałość o nadnercza. 
5. Uzdrowienie jelit. 
6. Detoks, czyli wspieranie organizmu w oczyszczaniu na poziomie komórkowym. 


Jest jeszcze jedna rzecz o którą chciałbym zapytać. Bardzo często widzę jak ciężko jest pacjentom z cukrzycą 1. lub 2. typu ustabilizować poziom cukru we krwi. Być może ma na to wpływ zbyt wysoki poziom lipidów, być może zbyt niski poziom hormonu T3... Kiedy widzisz niskie T3, co zalecasz? Czy w gre wchodzą tylko leki, czy też jest jakiś inny sposób, by poprawić miano T3?



DR WENTZ: Istnieje kilka możliwych przyczyn niskiego T3. Oczywiście, przyjmowanie leku zawierającego ten hormon będzie bardzo pomocne, ale powinno się zawsze przyjrzeć ewentualnym przyczynom słabego wytwarzania T3. I znowu, czynnikiem, który ma na to wielki wpływ jest stres - główny bodziec do nadmiernego wytwarzania odwrotnego T3 (rT3). Mówimy o kłopotach z konwersją, często związanych z niedoborami np. cynku, selenu, o tym także należy pamiętać. 



PROWADZĄCY: Izabella, bardzo dziękuję za tę niezmiernie interesującą i pouczającą rozmowę.