czwartek, 11 grudnia 2014

Pięć pierwszych zmian w stronę zdrowszej diety

W życiu większości z nas przychodzi moment, w którym dochodzimy do wniosku, że powinniśmy w końcu zadbać o własne zdrowie. Powody mogą być różne, od chęci zgubienia kilku kilogramów, przez złe samopoczucie, ciągłe zmęczenie, niepokojące wyniki podstawowych badań krwi, po budzącą lęk diagnozę lekarską. 
Często czujemy, że nadszedł czas na zmiany. Wiemy, że jeśli chcemy i możemy sobie pomóc, nie warto zwlekać. Wtedy zaczynają się wątpliwości. Od czego zacząć? Co jeść? Czego unikać? Czy uniwersalny jadłospis z gazetki to dobry pomysł? A może odwiedzić dietetyka? Internet, literatura? OK, świetnie, że w ogóle są, tyle tylko, że co obóz - to inne zdanie, co forum - to kłótnia, co dietetyk - inne zalecenia... 

Uważam, że człowiek, który czuje się dobrze, akceptuje swój wygląd i nie ma potrzeby działania w celu usprawnienia czegokolwiek - nie musi  eksperymentować. Wystarczą mu podstawowe wiadomości dotyczące zaleceń żywieniowych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz zachowanie umiaru i zdrowego rozsądku. 

Jeśli jednak, mimo przestrzegania zasad tzw. "zdrowego odżywiania" (cokolwiek się pod tym terminem kryje), dbałości o sylwetkę, mimo przyjmowania leków zlecanych przez lekarzy, nie odczuwamy poprawy, nie chudniemy, nasze uciążliwe objawy nie ustępują lub co gorsza choroba postępuje - warto rozejrzeć się wokół, zatroszczyć o siebie, poszukać alternatywnych dróg i rozwiązań. Nie namawiam do korzystania z porad szarlatanów, wróżek, autorów jednosezonowych diet, sąsiadek lub blogerek;). Zachęcam do zerwania z ignorancją, do pogłębiania wiedzy, do otworzenia oczu i wsłuchiwania się w swoje ciało. To z całą pewnością proces długotrwały i czasochłonny, ale jeśli chcecie coś zmienić, jeśli czujecie się zaniedbani, macie dosyć lekarzy, którzy wypisując kolejną receptę, mówią "dieta? tak, wiem, słyszałem - proszę mniej jeść, to wystarczy" - zacznijcie! Ostrożnie, rozsądnie, małymi kroczkami, wykorzystując wiedzę i doświadczenie naukowców, praktyków oraz innych chorych. Zacznijcie!

Jesteście zdecydowani? Oto pięć zmian, które mogą być początkiem Waszego zdrowszego i bardziej świadomego podejścia do odżywiania. 


1. Starajcie się jeść zdrowe (wolne od hormonów i antybiotyków) mięso oraz jajka.

Wolne, czyli czyste, niezanieczyszczone mięso i jajka pochodzące od zwierząt, które jadły to, co wybrałyby w naturze, hodowanych bez antybiotyków i hormonów wzrostu. Wiem, że znalezienie "zdrowego" mięsa to wciąż duży problem i jeszcze większy wydatek (od miesiąca szukam kości, na których mogłabym ugotować rosół:)), ale nie poddawajcie się. W wielu sklepach można już kupić ekologiczny drób, wieprzowinę lub wołowinę z krów skubiących trawę i "zabitych bezstresowo" (brrr...). Jajka - najlepiej te z oznaczeniem 0-PL (od kur z chowu ekologicznego, gdzie nioski żyją, jak na przysłowiowym babcinym podwórku, mają stały dostęp do wybiegu na świeżym powietrzu i żywione są paszą ekologiczną) lub 1-PL (od kur przebywających całe dnie w naturalnych warunkach, śpiących na grzędach i znoszących jaja w gniazdach - podobno:)).


2. Zacznijcie używać w kuchni oleju kokosowego i masła.

Wiele osób wciąż używa do smażenia olejów roślinnych, myśląc, że olej kokosowy i masło są niezdrowe. Tymczasem to, obok smalcu, najlepsze i najzdrowsze tłuszcze do gotowania ze względu na swoją stabilność w wysokich temperaturach. Zarówno olej kokosowy, jak i masło zmniejszają odpowiedź stresową oraz przyspieszają metabolizm organizmu. Olej kokosowy znajdziecie dziś w każdym supermarkecie. Zachęcam do odkrywania swoich ulubionych sklepów na nowo - przejdźcie się spokojnie alejkami, a dostrzeżecie produkty, obok których zwykle przechodziliście obojętnie:)


3. Ograniczcie gluten.


Ziarna zawierające gluten nie są już takie same, jak kilkadziesiąt lat temu. Pszenica, którą jedli nasi pradziadkowie i ta dzisiejsza, stworzona w wyniku badań genetycznych, to dwa różne pokarmy. "Współczesna" pszenica sprawia, że tyjemy, wywołuje problemy trawienne, wzdęcia, bóle mięśni, stawów i obniża naszą sprawność intelektualną. Ale nie tylko gluten jest tu winowajcą. W pszenicy znajduje się także super węglowodan - amylopektyna A, która bardzo szybko podnosi poziom cukru we krwi i przyczynia się do otyłości brzusznej, insulinooporności, cukrzycy, zapalenia stawów oraz chorób serca. 

W wielu wcześniejszych postach pisałam o konieczności 100% odrzucenia glutenu, który drażni jelita, wywołuje odpowiedź autoimmunologiczną, tycie i stany zapalne. Jeśli jednak nie jesteście gotowi na całkowitą eliminację, zacznijcie od bojkotu pszenicy. Ci, którzy nie wyobrażają sobie życia bez makaronu pszennego lub bułeczek, powinni wybrać mniejsze zło i zastąpić pszenicę orkiszem (pszenica orkisz), zbożem popularnym w średniowieczu, które jakiś czas temu wróciło do łask. Liczy się pierwszy krok - od czegoś trzeba zacząć:)

4. Unikajcie spożywania organizmów zmodyfikowanych genetycznie (GMO).


Czym jest GMO? To organizm, którego informacja genetyczna została sztucznie zmieniona dzięki zastosowaniu inżynierii genetycznej. Mówiąc najprościej, DNA z jednego organizmu wstrzykuje się w DNA drugiego, tworząc w ten sposób nowy gatunek, nigdy wcześniej nie występujący w naturze. Tak powstają rośliny transgeniczne używane m.in. do produkcji żywności i pasz dla zwierząt. 

Modyfikujemy głównie rzepak, kukurydzę i soję. Dlatego za wszelką cenę należy unikać oleju rzepakowego, który jeszcze niedawno był promowany, jako jeden z najzdrowszych. Jeśli nie masz pewności/wyraźnej adnotacji na produkcie, że rzepak, kukurydza lub soja są organiczne - bezspornie zostały zmodyfikowane genetycznie. 
Produkty zawierające GMO mają silny związek z nieszczelnoscią jelit, zespołem jelita drażliwego, wieloma nietolerancjami pokarmowymi, wzdęciami, zaparciami, chorobami tarczycy, zmęczeniem nadnerczy, fibromialgią, artretyzmem i bezpłodnością. Nie pijmy więc mleka sojowego, nie jedzmy tofu, unikajmy oleju rzepakowego, oleju sojowego i kukurydzianego. 

5. Eko czy nie eko?


Wielu ludzi uważa, że nie stać ich na żywność organiczną, która jest zbyt droga. Rzeczywiście produkty ekologiczne są droższymi wersjami tych tradycyjnych, ale jest pewne wyjście - dokonywanie wyboru:) Otóż, są pokarmy, które zdecydowanie powinny być kupowane w wersji "eko", są też takie, które można bez uszczerbku na zdrowiu kupować w tańszej, łatwiej dostępnej postaci.

Przykładowo, warzywa i owoce możemy podzielić na:
- te, które są silniejsze, mają większą odporność na warunki środowiskowe, grubszą zewnętrzną warstwę, dzięki czemu nie wymagają ochrony dużą ilością pestycydów - czyli takie, których nie musimy kupować w wersji ekologicznej, np.  cebula, awokado, ananas, zielony groszek, mango, szparagi, kiwi, melon, arbuz, grejpfrut, słodki ziemniak,
- i te, które są delikatniejsze, wrażliwsze, przez co są chronione większą ilością środków chemicznych i powinny być, w miarę możliwości, wybierane w zdrowszej wersji, np. seler, kukurydza (jeśli nie jest opisana jako organiczna, na 100% jest GMO), brzoskwinie, truskawki, borówki, nektarynki, szpinak, jarmuż, czereśnie, winogrona, sałata.



Pięć łatwych zmian. Pomyślcie o nich, kiedy następnym razem pójdziecie na zakupy. Może dzięki nim w Waszym koszu znajdzie się ekologiczny kurczak, słoiczek oleju kokosowego i zwykłe, nieorganiczne awokado? :)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spostrzeżenia, uwagi, sugestie? Zapraszam do rozmowy.