poniedziałek, 15 grudnia 2014

Mój rachunek sumienia - grzeszki, wątpliwości i postanowienia

Kochani, to będzie obrzydliwie prywatny, intymny, ekshibicjonistyczny wręcz post, więc jeśli szukacie merytorycznego wsparcia, możecie sobie darować czytanie ;)

Minęło prawie sześć tygodni odkąd przeszłam na dietę bezglutenowo-beznabiałowo-bardzoniskocukrową i chciałabym się z Wami podzielić swoimi obserwacjami, słabostkami, wnioskami i planami na najbliższą przyszłość. Żeby jakoś usystematyzować te wynurzenia, wrzucę je do trzech przegródek: dietetycznej, ruchowej i psychologicznej:)

1. Dieta


Zacznę od cudownej, zaskakującej, motywującej i uszczęśliwiającej informacji: JESTEM LŻEJSZA o 4 KILO! Myślę, że mój organizm przyjął optymalne tempo chudnięcia (nie więcej niż kilogram tygodniowo), które nie zaszkodzi ani zdrowiu, ani urodzie. Czy muszę tłumaczyć, ile radości wniósł w ostatnim czasie do mojego życia ten fakt?:) Większość z nas boryka się z problemem zepsutej wagi łazienkowej, której strzałka działa tylko w prawą stronę. Miałam tak od wielu miesięcy, jeśli nie lat, ale waga już "naprawiona"! ;)

Chcę żeby było jasne: nie jem mniej, jem lepiej! Nie przypominam sobie, żebym choć raz, w ciągu tych sześciu tygodni, była naprawdę głodna (mam na myśli "GŁODNA", jak zawsze dotąd, gdy chciałam schudnąć:)). 

No dobrze, rozpłynęłam się z zadowolenia, a przecież mój plan ma z założenia służyć poprawie zdrowia, a nie sylwetki. Co zaobserwowałam? Mój brzuch jest jakby uspokojony, wyciszony - skończyły się wieczorne wzdęcia, bóle, nudności, bulgotanie w jelitach oraz uczucie pełności po każdym posiłku. Poprawiła mi się cera, skóra jest jakby bardziej napięta i rozświetlona. Ustąpiła senność w ciągu dnia. Szczerze mówiąc, jestem tak pełna energii, że zaczyna mi to już trochę przeszkadzać i niepokoić, czy nie wpadłam w nadczynność (po Świętach zrobię pierwsze porewolucyjne badania, o czym z pewnością napisze). Dwa miesiące temu nie wyobrażałam sobie dnia bez popołudniowej drzemki. Wstydząc się bliskich mówiłam, że idę do sypialni poczytać, po czym kładłam głowę na poduszce i zasypiałam myśląc "chociaż 15 minut...". Dzisiaj, wstaje rano i od razu czuję się tak, jakbym wypiła dwie kawy. Przez cały dzień działam na pełnych obrotach, po czym sprzątając dom późnym wieczorem, łapię się na tym, że tańczę! To nie jest normalne, prawda?:)

Wiele osób pyta mnie, co jem, czego nie, jak wygląda mój jadłospis i... ile to jeszcze potrwa. Przejdę więc z Wami do kuchni, zajrzymy razem do moich szafek i lodówki, ale UWAGA, zaznaczam: mój program żywieniowy to amatorski eksperyment. Stworzyłam go i wciąż tworzę dla siebie, w oparciu o informacje dostarczane przez ekspertów - lekarzy, dietetyków i specjalistów, głównie z zakresu medycyny funkcjonalnej i Paleo. Niczego nie narzucam, nie zachęcam, nie sugeruje. Zresztą, to dopiero pierwsza faza moich doświadczeń dietetycznych :)


a. Czego nie jem?
  • Żywności wysoko przetworzonej, czyli żywności przemysłowej, okraszonej szkodliwymi substancjami dodatkowymi: utwardzonymi tłuszczami, sztucznymi zagęszczaczami, stabilizatorami, wzmacniaczami smaku (np. glutaminianem sodu), słodzikami, konserwantami oraz barwnikami. Czytam etykiety - im krótsza lista składu, tym lepiej. 
  • Unikam wszystkiego, co może zawierać pestycydy, antybiotyki lub hormony - to bardzo trudne, bo co dziś nie jest "pryskane", ale kiedy tylko mogę, wybieram produkty rolnictwa ekologicznego i szukam zdrowszego, niekonwencjonalnego mięsa (od miesiąca nie mogę znaleźć niezatrutych kości na magiczny rosół, ech;)). 
  • Glutenu, który podrażnia jelita, wywołuje problemy trawienne, zapalenia, zaostrza procesy autoimmunologiczne i tuczy:). Odrzuciłam wszystko, co zawiera choćby śladowe ilości pszenicy, jęczmienia i żyta. Nie jem owsa, orkiszu ani płaskurki. Kasza manna, jęczmienna, kuskus, musli - wszystko poszło do kosza. Chleb, makaron, płatki - tylko bezglutenowe, a od stycznia będę sobie musiała radzić inaczej. Szukam pieczywa z piekarni, bo to z supermarketów są nafaszerowane chemią i po prostu niesmaczne. Niestety, wciąż nie umiem zjeść śledzia z cebulką bez chleba;). 
  • Cukru, słodzików i syropów. Zakaz obejmuje czekoladę mleczną, fruktozę krystaliczną, aspartam, sacharynę, sorbitol, syrop glukozowo-fruktozowy, syrop klonowy i ten z agawy. Do słodzenia, jeśli muszę, używam stewii lub ksylitolu. 
  • Nabiału, czyli mleka krowiego i jego przetworów, z małymi wyjątkami, np. masło, kefir oraz (sporadycznie) ser owczy lub kozi. Jeśli już jem, to tylko nabiał ekologiczny i pełnotłusty. 
  • Żywności genetycznie zmodyfikowanej (GMO) - to jeden z powodów odrzucenia przeze mnie soi i jej przetworów (poza tym, że zawiera blokery tarczycy, lektyny i kwas fitynowy, które pogarszają stan jelit itd).
  • Nienasyconych kwasów tłuszczowych, z naciskiem na tłuszcze trans - wyrzuciłam wszystkie niezdrowe oleje roślinne (rzepakowy, sojowy, kukurydziany, słonecznikowy, z pestek winogron) oraz margarynę (Benecol sic!). Ciasteczek, krakersów, chipsów, fast-foodów i zup w proszku chyba wymieniać nie muszę? :)
  • Roślin strączkowych, które - chociaż mają dużo błonnika, białka i minerałów - wywołują duże skoki poziomu cukru we krwi i podrażniają układ trawienny. Wykluczyłam więc wszystkie duże fasole, bób, groch i soję, wyjątek robię dla soczewicy i ciecierzycy, bo w wielu miejscach z dobrą żywnością przyrządzają je świetnie. Zielony groszek i fasolka szparagowa, na szczęście dopuszczalne.
  • Roślin psiankowatych, tj. ziemniaków, bakłażanów, papryki, które zawierają glikoalkaloidy osłabiające układ odpornościowy. Tutaj moją absolutną słabością są pomidory, uwielbiane w każdej postaci. Od stycznia Addio, pomidory :(


b. Co w takim razie jem?

Staram się jeść ekologiczne, lokalne, świeże pokarmy w jak najprostszej, nieprzetworzonej postaci. Ograniczam węglowodany. Zastanawiam się nad wszystkim, co zapakowano w kolorowy, atrakcyjny papierek lub plastik. 
  • Warzywa - powinny wypełniać 2/3 talerza - nie zawsze mi się to udaje, ale staram się. Warzywa mają od 3 do 5 razy więcej błonnika niż ziarna i jem niemal wszystkie, z trzema wyjątkami: kukurydza (drażni jelita, wywołuje stany zapalne, jest wolotwórcza), surowe kapustowate (ugotowany kalafior, kapusta, brokuł lub brukselka podobno są OK) oraz psiankowate (patrz: czego nie jem). Uwielbiam awokado. To owoc, ale dla mnie bardziej warzywo i tłuszcz - mogę jeść codziennie!;)
  • Jajka - najczęściej na śniadanie, co niestety wkrótce się zmieni.
  • Nasiona, pestki, orzechy - to także się zmieni, ale póki co, jem po 2-3  orzechy brazylijskie dziennie (selen? mit?). Uwaga: żadnych orzeszków ziemnych, które tak naprawdę są strączkami, silnymi alergenami i mogą zawierać aflatoksyny.
  • Zboża, kasze, mąki bezglutenowe: amarantus, kasza i mąka gryczana, quinoa (komosa ryżowa), mąka migdałowa, czasem brązowy ryż.
  • Mięso krów (które podobno jadły trawę), drobiu (który podobno chodził po podwórku i zjadał, co popadnie), dzikich zwierząt (bardzo rzadko, bo niestety nie umiem przyrządzić), królików i świń. Przestałam się bać tłuszczu, jem bekon, wątróbkę (do serc, nerek, żołądków i skór jeszcze się nie przekonałam, ale w pasztecie, kto wie...).
  • Owoce morza - najchętniej krewetki.
  • Rosół, rosół, rosół... cały czas przymierzam się do tego z kości, ale mam jakieś wewnętrzne opory przed użyciem zwykłych kości ze zwykłego sklepu i szukam czegoś "zdrowszego". Myślę, że wkrótce się poddam z wołowymi i ugotuje rosół z kości ekologicznego drobiu. To idealne źródło kolagenu i glicyny o działaniu przeciwzapalnym i regenerującym.
  • Tłuszcze - smalec, masło, olej kokosowy - do smażenia; oliwa z oliwek - na zimno i do gotowania; olej z awokado, palmowy i sezamowy - tylko na zimno.
  • Ryby - najchętniej te małe, o niskiej zawartości rtęci i toksyn - szproty, sardynki i śledzie; z większych - łosoś, najlepiej dziki, alaskański.
  • Owoce, ale znacznie mniej niż dotychczas, staram się ograniczyć do 2-3 niewielkich porcji dziennie oraz unikam tych, o wysokim indeksie glikemicznym (ukochane banany i winogrona).
  • Produkty sfermentowane, które są naturalnymi probiotykami, np. kiszonki, kefir.
  • Desery - oczywiście bardzo specyficzne i w małych ilościach, np. gorzka czekolada (najlepiej o min. 70% zawartości kakao), suszone owoce (uważam na ukryty gluten i dwutlenek siarki), wiórki kokosowe (organiczne, bez cukru, pycha!) lub prawdziwy miód. Skromnie, prawda?:) 

(Na zdjęciu miseczka z przekąskami, która towarzyszy mi przy pisaniu tego tekstu;))


2. Ruch


Żeby nie było tak pięknie, zdrowo i sumiennie, na tym polu - kompletna PORAŻKA! :) Podobno chroniczne siedzenie jest tak samo szkodliwe, jak palenie papierosów... W takim razie, od jakiegoś miesiąca, muszę być przepalona na wylot:) Nigdy nie lubiłam ćwiczyć. Zmuszałam się do biegania, siłowni lub zajęć w grupie. Zazwyczaj jednak słomiany zapał mijał, wszystko inne było ważniejsze i... tak niestety jest też dzisiaj. Odkąd zaczęłam prowadzić blog, zapomniałam o karnecie do siłowni, zapomniałam o długich spacerach i płytach Chodakowskiej przy telewizorze;) Siedzę. Idę szybkim krokiem do samochodu. Siedzę. Trochę się powyginam, poprzeciągam, pójdę do łazienki i siedzę. W końcu zmęczona siedzeniem robię kilka przysiadów, wymach nogą podczas gotowania lub potańczę robiąc miny ze szczoteczką do zębów przed lustrem, ale jak by nie patrzeć, przez większość dnia - SIEDZĘ. Podobno nasze ciało zostało stworzone do ruchu i wysiłku na dość niskim poziomie. Podobno 2-godzinne forsowanie się przy chorobach autoimmunologicznych jest niewskazane. Podobno należy unikać nadmiernego zmęczenia i wypalenia. Tyle tylko, że w siedzeniu też trzeba mieć umiar:) 
Do poprawienia w 2015!

3. Sen, nastrój, emocje


Nastrój doskonały, emocje wyborne! Jakże mogłoby być inaczej?! Dziecko zdrowe, mądre, ja chudnę, czuję się coraz lepiej, ludzie kochają mój blog;), tylko ten sen... No właśnie, energii mam tyle, że nie mogę spać. Od miesiąca, kładę się zbyt późno i wstaje za wcześnie. A przecież nocna regeneracja wpływa na system odpornościowy, równowagę hormonalną, mechanizmy neurologiczne, odnowę tkanek, urodę i zdrowie psychiczne. Brak snu jest dla organizmu dużym obciążeniem i stresem. To temat na wiele postów. Dziś napiszę tylko, że 5 godzin na dobę to zdecydowanie za mało. Nie będę z tym czekać do Nowego Roku - zacznę od dziś! Moje postanowienie: 22... ok, 22.30 muszę być w łóżku. Czego i Wam życzę! :)




7 komentarzy:

  1. Mam podobnie, jak zacznę zdrowo się odżywiać pojawia się bezsenność

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm... ciekawe. Może to przejściowe pobudzenie detoksowe?;) Dzisiaj jestem naprawdę zmęczona i mam nadzieje, że pośpię trochę dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, ale brak snu powoduje, ze powracam do złych nawyków

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba wyłączyć komputer, odłożyć telefon - odciąć się od pobudzaczy, wziąć do reki książkę, najlepiej jakąś trudną i może się uda;) Taki jest mój plan. Dobranoc:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę że do dobrego snu jest jednak potrzebna odpowiednia ilość pożywienia. Dobranoc, daj znać jak minęła noc

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlaczego odstawiła Pani syrop z agawy? Z góry przepraszam, jeżeli odpowiedź pojawila sie już na blogu, ale jestem świeża w tym temacie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amelio, syrop z agawy jest niezdrowy. Zawiera BARDZO duzo fruktozy, szkodliwe saponiny i nierozpuszczalny blonnik (inulinę) niewskazany przy problemach jelitowych.

      Usuń

Spostrzeżenia, uwagi, sugestie? Zapraszam do rozmowy.