piątek, 28 listopada 2014

Moje pierwsze trzy tygodnie bez glutenu, cukru i nabiału

Trzy tygodnie temu, zupełnie spontanicznie i bez zbędnych przygotowań, rozpoczęłam swoją Wielką Rewolucję Detoksową;) Obudziłam się i zanim na dobre otworzyłam oczy, już wiedziałam: nie w przyszłym miesiącu, nie od poniedziałku - to właśnie dziś jest ten dzień
Skłamałabym twierdząc, że to był grom z jasnego nieba, olśnienie lub inny dziwny traf. O szkodliwości cukru wiemy wszyscy, mniej więcej od czasów hasła "cukier krzepi". Nabiał? Zakwasza, zamula, uczula, nasila trądzik i w ogóle jest be, odkąd spalono na stosie słynną dietę Dukana. Ale gluten? Owszem słyszymy o alergiach, celiakii, ale... czy całkowita eliminiacja to przypadkiem nie nowa moda, chwilowe zauroczenie celebrytów lub akcja promocyjna producentów żywności bezglutenowej? 
Moje zainteresowanie glutenem zakiełkowało w 2010 roku, kiedy na świecie pojawił się jeden z członków naszej rodziny - mały człowiek EKSTREMALNIE uczulony na któreś z glutenowych białek. 
W 2011 ukazała się bestsellerowa "Dieta bez pszenicy" doktora Williama Davisa, którą połknęłam w dwa dni, trawiłam przez dwa tygodnie i niemal całkowicie wydaliłam po dwóch miesiącach... Zostało wspomnienie, świadomość, że nie tylko biała mąka szkodzi oraz działający na wyobraźnie, obrzydliwy termin "pszenny brzuch":)

Podstawy były, brakowało wiedzy i motywacji. Myślałam: ok, alergia alergią, celiakia celiakią, ale ja czuję się dobrze i nie widzę powodu, by rezygnować z ulubionych makaronów, pierogów, naleśników czy - przecież zdrowego (!) - pełnoziarnistego chleba. 

Zainteresowanie dietą bezglutenową rozwijało się więc gdzieś obok mnie, świadomość rosła... a ja wraz z nią:) Mimo ciągłej dbałości o linię, wiecznego odmawiania sobie bonusów w postaci drugiego kawałka świątecznego ciasta, unikania potraw wysokokalorycznych, zmuszania się do wizyt w siłowni lub biegania - moja waga spokojnie i nieubłaganie pięła się w górę. WYDAWAŁO MI SIĘ, że jem zdrowo. Ba, dbałam o to, by jeść zdrowo. Pieczywo - tylko ciemne, razowe, z pełnego przemiału, 100% żyta, dużo warzyw, jeszcze więcej owoców (sic!), mało czerwonego mięsa, zwłaszcza smażonego, ser żółty - oczywiście tylko ten odtłuszczony, niewiele masła, jajek - no bo przecież cholesterol, żadnych kolorowych napojów gazowanych, pełnotłustego mleka ani nachosów w kinie. Efekt? W ciągu  3 lat przytyłam 14 kg! Będąc właściwie ciągle na diecie!:)
Owszem, skończyłam 40 lat, więc metabolizm pewnie zwolnił. Owszem, miewałam "ataki cukrowe", podczas których drżącymi dłońmi przeszukiwałam szafki kuchenne w poszukiwaniu choćby kawałka czekolady. Owszem, zdarzało mi się zjeść pudełko lodów, gdy smutek przesłaniał świat... ALE, czternaście kilo?! (dziś wiem, że inne Hashimotki tyją znacznie więcej, ale dla mnie, która przy wzroście 170 cm nie przekraczała 57 kg, to była naprawdę spora zmiana).
Do tego doszło potworne zmęczenie, bezsenność w nocy, senność w ciągu dnia, stany lękowe, depresja, drażliwość, zmiany nastroju, kłopoty z koncentracją, pamięcią, wzrokiem, cerą, ciągłe wzdęcia, bóle dolnej części brzucha, opuchnięte nogi i wiele innych dolegliwości, za które obwiniałam... starość:)
Dość historii! Ważne to, co dzisiaj. 
Wiem, że mam chorobę autoimmunologiczną (podobno poprawny termin to autoimmunizacyjną, ale jakoś go nie lubię). 
Wiem, że mogę sobie pomóc zwracając baczną uwagę na to, co jem. 
Wiem, że oprócz leków powinnam przyjmować suplementy (nad lekami wciąż się zastanawiam;)), dbać o aktywność fizyczną (w umiarkowanym zakresie) oraz spokojny sen i ducha (to chyba najtrudniejsze). 
Wiem, że muszę uważnie obserwować swój organizm i nie lekceważyć sygnałów, które wysyła.

OK. Krótko mówiąc, postanowiłam zrobić eksperyment, w którym moje nowe zasady żywienia wyglądały następująco: ortodoksyjnie unikać glutenu, szerokim łukiem omijać "słodki cukier" i nieco mniej radykalnie ograniczyć produkty z mleka krowiego.
Dokładnym wytycznym - co jeść/czego nie - poświęcam oddzielną zakładkę  pod pretensjonalnym tytułem MOJA DIETA, dlatego teraz czas na podsumowanie minionych 21 dni mojego awangardowego, bezglutenowego, beznabiałowego i niskocukrowego życia.

Oficjalny komunikat: czuję się doskonale!:)


Fakty:

  • schudłam 2,5 kg choć ani razu nie byłam specjalnie głodna, co wydaje się absolutnie wspaniałe, bo moja waga od wielu miesięcy, mimo starań, nawet nie drgnęła w dół,
  • skończyły się wieczorne bóle brzucha, ciągłe wzdęcia i dolegliwości jelitowe,
  • poprawiła się cera, skóra twarzy jest jakby bardziej napięta, dotleniona, goją się krostki na plecach i dekolcie, a wysypka na ramionach (zapalenie mieszków włosowych?), z którą walczę od 2 lat powoli znika,
  • ustąpiło swędzenie ciała, do którego tak naprawdę już chyba przywykłam sądząc, iż jest wynikiem uczulenia na proszek do prania lub nerwowości:),
  • czuję się lżejsza, mniej opuchnięta, co widać zwłaszcza po oczach i kostkach:),
  • nie mam ochoty na nic "niezdrowosłodkiego", co jest kompletnym zaskoczeniem, bo nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek nie miała:),
  • jestem spokojniejsza, mam więcej energii, częściej się uśmiecham i lepiej śpię!

Czy to wymaga komentarza?:) 
Kolejny raport za tydzień.

P.S. Kilka dni temu, usiadłam wieczorem przed komputerem i poczułam, że swędzą mnie łydki, później ramiona, plecy, skóra głowy. Na twarzy pojawiły się dwie pokrzywkowe krostki, przypominające ugryzienia komara. Mój brzuch, po raz pierwszy od dwóch tygodni, był jakby bardziej uwrażliwiony, napięty, bolesny. Z całą pewnością działo się coś złego:) Przeanalizowałam szybko cały dzień, wszystko, co zjadłam, czym się myłam, smarowałam. I doszłam do wniosku, że to musiały być... suszone figi:) Znalazłam opakowanie i przeczytałam: uwaga, produkt zawiera gluten. I choć figi same w sobie są raczej bezglutenowe, często, podobnie jak inne suszone owoce, przesypuje się je mąką, by uniknąć zlepienia. Czy to możliwe, że po trzech tygodniach abstynencji moje ciało krzyczało "nie jedz tego!"? No chyba, że figi były po prostu zatrute;)



2 komentarze:

  1. Witam ciekawy blog od 2 lat zmagam się z zapaleniem mieszkow na ramionach lekarze mówią że nie ma na to sposobu . Oprócz nawiązania skóry chce wypróbować dietę bez glutenu
    Czym można zastąpić chleb oprócz wafli ryzowych? Chciałabym jakoś z tym walczyć bo już nie mam sił
    Rydzynska.p@gmail.com
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Może te figi były konserwowane dwutlenkiem siarki? On powoduje różne dolegliwości. Wiem z wiedzy i doswiadczenia. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Spostrzeżenia, uwagi, sugestie? Zapraszam do rozmowy.